Kiedy naprawa pralki przestaje się opłacać?

Artykuły

Pralka rzadko psuje się w dogodnym momencie i prawie nigdy nie daje jasnego sygnału, co robić dalej. Serwisant podaje kwotę, w tle leży kosz z mokrym praniem, a w głowie pojawia się jedno pytanie: dołożyć kilkaset złotych do starego sprzętu czy pojechać po nowy. Problem w tym, że popularna reguła „naprawa do połowy ceny nowej pralki” rozbija się o rzeczywistość serwisową. Ta sama kwota 600 zł przy wymianie łożysk w ośmioletnim sprzęcie i przy wymianie modułu w trzyletnim oznacza dwie zupełnie różne decyzje. Liczy się nie sama kwota, tylko to, co ta awaria mówi o stanie reszty urządzenia i ile pracy zostało jeszcze w jego konstrukcji.

System zasilania akumulatorowego POWER FOR ALL

Od czego naprawdę zależy opłacalność naprawy pralki?

Opłacalność to nie jedna liczba, tylko relacja czterech rzeczy: kosztu naprawy, wieku i przebiegu pralki, typu uszkodzonego podzespołu oraz realnej ceny sensownego zamiennika. Pominięcie któregokolwiek z tych elementów prowadzi do złej decyzji w obie strony. Ludzie wyrzucają sprawne pralki z zapchaną pompą i jednocześnie dokładają tysiąc złotych do konstrukcji, która i tak padnie za rok.

Najważniejsze jest rozróżnienie między awarią elementu zużywalnego a awarią elementu konstrukcyjnego. Grzałka, pompa odpływowa, elektrozawór, szczotki silnika, rygiel drzwi czy hydrostat to części eksploatacyjne. Ich wymiana jest przewidziana w cyklu życia urządzenia, zajmuje serwisantowi od trzydziestu minut do dwóch godzin i nie mówi nic złego o kondycji reszty. Zbiornik, krzyżak bębna, łożyska, wał i korpus to konstrukcja. Kiedy wysiada ona, naprawa przestaje być wymianą podzespołu, a staje się rozbiórką całej maszyny.

Drugie rozróżnienie dotyczy przyczyny. Grzałka, która przepaliła się po siedmiu latach w twardej wodzie, to normalne zużycie. Grzałka, która przepaliła się po dwóch latach, sugeruje, że wcześniej ktoś prał na zbyt wysokiej temperaturze z zapchanym filtrem albo że pralka nie odpompowuje w pełni wody. Naprawa objawu bez ustalenia przyczyny kończy się powrotem serwisanta.

Trzecia rzecz to przebieg. Pralka w domu jednoosobowym wykonuje 90–130 cykli rocznie. W rodzinie z dwójką małych dzieci to 350–450 cykli, czasem więcej. Ta sama pralka po pięciu latach może mieć za sobą 600 albo 2000 prań. Wiek liczony w latach jest skrótem myślowym, który przy intensywnym używaniu potrafi mocno mylić.

Ile kosztuje naprawa pralki w 2026 roku?

Ceny serwisowe rozjechały się między dużymi miastami a mniejszymi miejscowościami, ale struktura kosztu jest wszędzie taka sama: dojazd z diagnozą, robocizna i część. Sam dojazd z oględzinami to zwykle 80–180 zł, przy czym większość serwisów odlicza tę kwotę od końcowego rachunku, jeśli naprawa dochodzi do skutku. Jeżeli serwis tego nie robi, to pierwszy sygnał, żeby zadzwonić gdzie indziej.

Poniższa tabela pokazuje realne widełki dla najczęstszych usterek, razem z czasem pracy i tym, co dana awaria oznacza dla przyszłości urządzenia. Stan na wrzesień 2026, ceny brutto, zakres dla dużych miast i mniejszych ośrodków łącznie.

Awaria Koszt całkowity Czas pracy Co mówi o pralce
Zapchany filtr, wąż odpływowy 100–200 zł do 30 min nic, to konserwacja
Pompa odpływowa 180–320 zł 30–60 min normalne zużycie po 4–8 latach
Grzałka 200–340 zł 40–70 min typowe przy twardej wodzie
Elektrozawór dopływu 170–300 zł 30–50 min częste, bez konsekwencji
Rygiel / blokada drzwi 190–350 zł 30–60 min element zużywalny
Hydrostat, czujnik poziomu 180–300 zł 30–50 min drobna usterka elektryczna
Szczotki silnika (silnik szczotkowy) 200–380 zł 60–90 min naturalne po 6–10 latach
Amortyzatory i sprężyny 300–500 zł 1,5–2,5 h sygnał, że łożyska też pracują
Łożyska, bęben dzielony 600–950 zł 3–5 h poważna ingerencja w konstrukcję
Łożyska, bęben niedzielony (wymiana zbiornika) 900–1700 zł 3–5 h zwykle koniec sensownej naprawy
Naprawa modułu elektronicznego 250–550 zł zależne od serwisu opłacalna, jeśli to nie zalanie
Wymiana modułu na nowy 600–1400 zł 1–2 h rzadko warta zachodu po 7 latach
Silnik (wymiana) 450–1000 zł 1,5–3 h zależy od reszty stanu

Dwie pozycje z tej tabeli decydują o losie większości pralek. Pierwsza to łożyska w konstrukcji z niedzielonym zbiornikiem, bo wtedy nie wymienia się samych łożysk, tylko cały kompletny bęben razem z obudową. Druga to moduł sterujący, jeśli uszkodzenie powstało po zalaniu, bo wtedy naprawa elektroniki bywa tymczasowa.

Czy pralka z niedzielonym bębnem w ogóle nadaje się do naprawy?

To pytanie zadaje się najczęściej za późno, czyli wtedy, gdy już słychać charakterystyczny łoskot przy wirowaniu. Konstrukcja zbiornika to najważniejsza informacja o naprawialności pralki, a prawie nikt nie sprawdza jej przed zakupem.

W klasycznym rozwiązaniu zbiornik składa się z dwóch skręcanych połówek. Serwisant rozdziela je, wybija stare łożyska, wciska nowe, wymienia simmering i składa całość. Koszt części to 120–300 zł, reszta to robocizna. W konstrukcji niedzielonej obie połówki są zgrzane na stałe. Producent zakłada, że łożysko nie wymaga wymiany przez cały cykl życia urządzenia, a jeśli jednak padnie, wymienia się kompletny zespół zbiornika z bębnem. Cena samej części potrafi wtedy wynieść 700–1400 zł.

Część serwisów rozwiązuje to inaczej: rozcina zgrzany zbiornik piłą, wymienia łożyska i skręca połówki na śruby z uszczelnieniem. Robota jest wykonalna i przy dobrym wykonaniu trzyma latami, ale trzeba mieć świadomość, że to naprawa niefabryczna. Szczelność zależy wtedy wyłącznie od staranności wykonawcy, a przy kolejnej awarii kolejny serwis może odmówić dotykania takiego zbiornika. Kosztuje to zwykle 500–800 zł, czyli mniej niż wymiana kompletu, ale wchodzi w rachubę tylko wtedy, gdy reszta pralki jest w dobrej formie.

Jak sprawdzić, co się ma w domu, zanim zrobi się gorąco? Najprościej po numerze modelu wyszukać schemat części zamiennych u dystrybutora. Jeśli na rozrysie widnieje osobno „zbiornik, część przednia” i „zbiornik, część tylna”, konstrukcja jest dzielona. Jeżeli figuruje jedna pozycja typu „zbiornik kompletny z bębnem”, łożyska są elementem, którego wymiana wywróci rachunek do góry nogami.

Ile lat wytrzymuje pralka i kiedy wiek naprawdę przekreśla naprawę?

Deklarowana przez producentów trwałość konstrukcyjna to zwykle 2000–2500 cykli dla sprzętu budżetowego i 5000–10000 dla klasy wyższej, przy założeniu prania przy pełnym obciążeniu. Przy 200 praniach rocznie daje to od dziesięciu do dwudziestu lat, ale to wartości laboratoryjne. W praktyce serwisowej pralki budżetowe zaczynają sypać się po szóstym roku, a średnia półka trzyma dziesięć do dwunastu lat bez większych dramatów.

Granica ośmiu lat, powtarzana jako moment, po którym naprawa traci sens, nie ma mocnego uzasadnienia technicznego. Sama w sobie nic nie znaczy. Znaczenie ma to, ile awarii miało miejsce wcześniej i jakiego typu. Ośmioletnia pralka, która nigdy nie była otwierana i teraz potrzebuje pompy za 250 zł, jest doskonałą inwestycją. Pięcioletnia, która w ciągu dwóch lat miała wymienianą grzałkę, hydrostat i amortyzatory, a teraz hałasuje na wirowaniu, jest stracona niezależnie od kwoty.

Sensowniejszy sposób patrzenia na wiek wygląda tak: policz, ile kosztowała naprawa, i podziel tę kwotę przez liczbę miesięcy, przez które pralka realnie jeszcze pojedzie. Przy pompie za 250 zł w ośmiolatku, która da jeszcze trzy lata pracy, wychodzi około 7 zł miesięcznie. Przy łożyskach za 900 zł w dziesięciolatku, który padnie za dwa lata na czymś innym, wychodzi 37 zł miesięcznie. Nowa pralka za 2200 zł rozłożona na dwanaście lat to około 15 zł miesięcznie. Ten prosty rachunek mówi więcej niż jakakolwiek reguła procentowa.

Bywają też sytuacje, w których wiek przestaje mieć znaczenie, bo przesądza stan. Rdza wychodząca spod blatu albo wokół karku zbiornika, pofalowana obudowa po zalaniu, pęknięty krzyżak bębna (poznaje się go po tym, że bęben daje się ruszać na boki z wyraźnym luzem), skorodowany tył obudowy. To wszystko oznacza, że nawet tania naprawa idzie w sprzęt, który nie dotrwa do jej amortyzacji.

Czy nowa pralka zwróci się na rachunkach za prąd i wodę?

To argument, który pada zawsze i prawie zawsze jest przesadzony. Nowoczesna pralka rzeczywiście zużywa mniej, ale różnica w pieniądzach jest mniejsza, niż sugerowałaby retoryka etykiet energetycznych.

Od marca 2021 etykieta używa skali A–G, a zużycie podaje się w kilowatogodzinach na 100 cykli programu eco 40–60. Pralka 8 kg w klasie A mieści się zwykle w przedziale 45–52 kWh na 100 cykli, czyli około 0,48 kWh na cykl. Sprzęt dziesięcioletni w starym oznaczeniu A++ zużywa realnie 0,65–0,80 kWh na cykl, licząc razem z gorszym odwirowaniem i dłuższym nagrzewaniem. Zużycie wody to odpowiednio 45–55 litrów wobec 55–70 litrów.

Poniżej wyliczenie dla przeciętnego gospodarstwa przy 200 praniach rocznie, cenie energii około 0,90 zł za kWh z dystrybucją oraz wodzie i ściekach po 15 zł za metr sześcienny (stan na wrzesień 2026, stawki różnią się między gminami nawet dwukrotnie).

Pozycja Pralka 10-letnia Pralka nowa, klasa A Różnica roczna
Energia na cykl 0,72 kWh 0,48 kWh 0,24 kWh
Energia rocznie 144 kWh 96 kWh 48 kWh, czyli ok. 43 zł
Woda na cykl 62 l 48 l 14 l
Woda rocznie 12,4 m³ 9,6 m³ 2,8 m³, czyli ok. 42 zł
Razem ok. 85 zł rocznie

Osiemdziesiąt pięć złotych rocznie. Przy różnicy 1500 zł między naprawą a zakupem zwrot z samej oszczędności nastąpiłby po siedemnastu latach, czyli po czasie, w którym nowa pralka zdąży się zepsuć. W rodzinie piorącej 400 razy w roku różnica rośnie do około 170 zł rocznie, co skraca okres zwrotu do dziewięciu lat, ale nadal nie jest to argument, który sam z siebie przesądza sprawę.

Energooszczędność ma sens jako dodatek do decyzji, nigdy jako jej podstawa. Realny argument za wymianą brzmi inaczej: nowa pralka ma gwarancję, przewidywalny okres bezawaryjnej pracy i zwykle cichszy silnik inwerterowy. Oszczędność na prądzie to premia, nie powód.

Dlaczego reguła pięćdziesięciu procent bywa myląca?

Zasada mówiąca, że naprawa przestaje się opłacać, gdy kosztuje więcej niż połowę ceny nowego urządzenia, jest wygodna i dlatego tak popularna. Jej słabość polega na tym, że porównuje koszt naprawy z ceną nowego sprzętu, zamiast porównywać koszt naprawy z wartością czasu, który ta naprawa kupuje.

Weźmy dwa przypadki. Pralka premium kupiona sześć lat temu za 4200 zł, dziś sprawna poza pompą i amortyzatorami, naprawa 700 zł. Według reguły pięćdziesięciu procent trzeba by porównać 700 zł z ceną nowej pralki, powiedzmy 2500 zł, co daje 28 procent i zielone światło. Wszystko się zgadza. Ale weźmy pralkę budżetową kupioną cztery lata temu za 1300 zł, z padniętym modułem, naprawa 620 zł. To 48 procent ceny nowej, więc formalnie wciąż poniżej progu, choć w praktyce dokłada się prawie połowę wartości nowego urządzenia do konstrukcji, która już raz zawiodła wcześnie.

Reguła procentowa gubi też zupełnie sytuację odwrotną: naprawę drogą, ale sensowną. Wymiana łożysk za 850 zł w pralce, która kosztowała 3800 zł, ma świetnie zaprojektowany zbiornik dzielony i nigdy wcześniej nie była naprawiana, to dobry zakup. Formalnie przekracza próg wobec taniej nowej pralki, ale po tej naprawie sprzęt wraca do stanu, w którym zostało mu kolejne osiem lat.

Bardziej użyteczny test składa się z trzech pytań zadanych po kolei. Czy to pierwsza poważna awaria tego urządzenia? Czy diagnoza jest jednoznaczna, czyli serwisant potrafi wskazać konkretną przyczynę, a nie „coś z elektroniką”? Czy obudowa, zbiornik i bęben są wolne od rdzy, luzów i śladów zalania? Trzy razy tak oznacza, że naprawa niemal zawsze się broni, nawet przy kwocie zbliżonej do połowy ceny nowej pralki. Jedno „nie” przy awarii konstrukcyjnej wystarczy, by decyzja przechyliła się w stronę wymiany.

Co zmienia prawo do naprawy i dostępność części zamiennych?

Tu jest miejsce, w którym sytuacja w Polsce wygląda inaczej, niż większość osób zakłada. Obowiązują dwa niezależne reżimy i łatwo je pomylić.

Pierwszy działa od marca 2021 i wynika z rozporządzenia ekoprojektu dla pralek. Producent musi zapewnić profesjonalnym serwisom dostęp do kluczowych części (silnik i szczotki, przekładnia, pompy, amortyzatory i sprężyny, bęben, krzyżak i łożyska, grzałka, moduł elektroniczny, wyświetlacz, hydrostat, drzwi z zawiasami i uszczelki) przez co najmniej dziesięć lat od wprowadzenia do obrotu ostatniego egzemplarza danego modelu. Czas dostawy nie może przekroczyć piętnastu dni roboczych. Konsument sam, bez pośrednictwa serwisu, może kupić część mniejszej grupy elementów, głównie drzwi, zawiasy, uszczelki, rygiel drzwi i szuflady na detergent.

Drugi reżim to dyrektywa o prawie do naprawy (UE) 2024/1799, ta, o której mówi się jako o obowiązku naprawy po gwarancji. I tutaj rzecz kluczowa: w Polsce ona jeszcze nie działa. Termin transpozycji upłynął 31 lipca 2026, a projekt ustawy przygotowany przez UOKiK (oznaczony jako UC154) we wrześniu 2026 nadal nie trafił do Sejmu. Harmonogram rządowy zakłada przyjęcie przez Radę Ministrów w trzecim kwartale 2026. Do czasu wejścia krajowych przepisów w życie nie ma podstawy, by żądać od producenta naprawy poza okresem odpowiedzialności za zgodność towaru z umową.

Praktyczny wniosek jest taki: powoływanie się dziś na „prawo do naprawy” w rozmowie z producentem nie daje żadnego narzędzia. Daje je natomiast rozporządzenie ekoprojektu, bo można wprost zapytać serwis, czy część jest dostępna w kanale dla profesjonalnych serwisantów, i jeśli usłyszy się „już nie produkują”, warto to zweryfikować. Przy pralce, której produkcja skończyła się mniej niż dziesięć lat temu, taka odpowiedź bywa po prostu niewiedzą konkretnego punktu, a nie faktycznym brakiem.

Warto też pamiętać o tym, co dyrektywa przyniesie, gdy już zacznie obowiązywać: jednorazowe wydłużenie o dwanaście miesięcy odpowiedzialności sprzedawcy po naprawie wykonanej w ramach tej odpowiedzialności, obowiązek poinformowania klienta o wyborze między naprawą a wymianą oraz możliwość udostępnienia sprzętu zastępczego na czas naprawy. Dla kogoś, kto ma pralkę na gwarancji i waha się między naprawą a wymianą, to będzie realna zmiana. Dla kogoś z ośmioletnim sprzętem po gwarancji, niewiele.

Kiedy naprawa nie ma sensu, choć wycena wygląda uczciwie?

Są sytuacje, w których kwota z kosztorysu wygląda rozsądnie, a mimo to pieniądze idą w błoto. Kilka z nich powtarza się na tyle często, że warto je znać.

Awaria wielokrotna to pierwszy z takich przypadków. Kiedy serwisant wymienia grzałkę i przy okazji mówi, że amortyzatory „jeszcze pociągną”, a bęben ma lekki luz, to nie jest jedna naprawa za 300 zł, tylko pierwsza rata z trzech. Realny koszt utrzymania tego sprzętu przy życiu przez kolejne dwa lata wyniesie 900–1200 zł, tylko rozłożone na trzy wizyty i trzy dojazdy.

Zalanie modułu to drugi. Elektronika po kontakcie z wodą z proszkiem koroduje dalej, nawet po wyczyszczeniu i wymianie uszkodzonych elementów. Naprawa takiego modułu bywa udana, ale ryzyko powrotu usterki w ciągu roku jest realne i uczciwy serwis o tym uprzedza. Jeśli przyczyną zalania był nieszczelny pojemnik na proszek albo pęknięty wąż, trzeba naprawić również to, bo inaczej scenariusz się powtórzy.

Trzeci przypadek to pralka, której model zniknął z rynku dawno temu i której części trzeba szukać z demontażu. Serwisant powie wtedy, że „ma taki moduł z rozbiórki”. To działa i bywa ratunkiem, ale część używana nie ma gwarancji ani żadnej historii, a jej trwałość jest loterią. Przy kwocie 200 zł to akceptowalne ryzyko. Przy 600 zł już nie.

Czwarty to sprzęt, który poza awarią ma zużyte uszczelnienie drzwi z czarnym nalotem wrastającym w gumę, brzydki zapach niedający się usunąć kwaskiem ani programem czyszczącym, oraz osadzony kamień na grzałce widoczny jako gruba skorupa. To nie są usterki, tylko efekt lat zaniedbania, i naprawa jednego elementu ich nie odwróci.

Jak rozmawiać z serwisem, żeby nie przepłacić?

Największa część przepłaconych napraw bierze się nie z nieuczciwości, tylko z braku konkretów po stronie klienta. Kilka nawyków zmienia tę rozmowę diametralnie.

Zacznij od podania modelu i numeru seryjnego z naklejki (u większości pralek jest na ramie otworu drzwi albo z tyłu obudowy) razem z dokładnym opisem objawu. „Nie odpompowuje, w bębnie stoi woda, słychać brzęczenie pompy” daje serwisowi szansę przyjechać z częścią od razu. „Zepsuła się” gwarantuje dwie wizyty i dwa dojazdy.

Zapytaj wprost o trzy rzeczy: czy diagnoza jest odliczana od kosztu naprawy, jaka jest gwarancja na wymienioną część i na robociznę, oraz co się stanie, jeśli po wymianie okaże się, że przyczyna leżała gdzie indziej. Uczciwy serwis odpowie na każde z tych pytań bez wahania. Standardem jest dwanaście miesięcy gwarancji na część i naprawę, choć zdarza się sześć.

Jeśli kwota przekracza 500 zł, poproś o rozbicie na część i robociznę. Nie po to, żeby się targować, tylko żeby wiedzieć, co się naprawia. Kiedy okazuje się, że część kosztuje 120 zł, a robocizna 480 zł, to znak, że rozbiórka jest poważna, czyli że dotyka konstrukcji. Ta informacja zmienia obraz sytuacji bardziej niż sama suma.

Ostatnia rzecz: przy awariach droższych niż 600 zł zawsze ma sens druga wycena. Nie dlatego, że pierwszy serwisant kłamie, tylko dlatego, że sposoby naprawy bywają różne. Jeden punkt wymieni cały moduł, drugi naprawi go na poziomie komponentów za połowę ceny. Jeden wymieni kompletny zbiornik, drugi rozetnie i skręci. Różnica między tymi podejściami bywa większa niż różnica cen między serwisami.

Podsumowanie

Decyzja o naprawie pralki sprowadza się do jednego pytania: czy ta awaria jest zdarzeniem, czy objawem. Wymiana pompy, grzałki, elektrozaworu czy rygla w sprawnym poza tym urządzeniu to zdarzenie i niemal zawsze się opłaca, nawet w sprzęcie dziewięcioletnim. Łożyska w niedzielonym zbiorniku, zalany moduł, pęknięty krzyżak albo trzecia awaria w ciągu dwóch lat to objawy i zwykle oznaczają koniec sensownej eksploatacji.

Reguła połowy ceny nowego sprzętu przydaje się jako pierwszy filtr, ale nie powinna kończyć analizy. Lepszym miernikiem jest koszt naprawy podzielony przez liczbę miesięcy, jakie sprzęt realnie jeszcze przepracuje, porównany z ceną nowej pralki podzieloną przez oczekiwane dziesięć do dwunastu lat. Argument o oszczędności energii warto traktować jako dodatek, bo przy typowym użytkowaniu daje około 85 zł rocznie, co samo z siebie nie uzasadnia wydatku rzędu dwóch tysięcy.

Jeśli decyzja idzie w stronę zakupu, przed wyborem modelu sprawdź na rozrysie części, czy zbiornik jest dzielony. Ta jedna informacja przesądzi o tym, czy za osiem lat będziesz stać przed wyborem między naprawą za 700 zł a wymianą, czy przed wyborem między 1600 zł a wymianą. Producenci nie eksponują jej w specyfikacji, a decyduje o naprawialności bardziej niż większość parametrów z etykiety.

Najczęściej zadawane pytania

Poniżej krótkie odpowiedzi na pytania, które pojawiają się przy ocenie opłacalności naprawy najczęściej. Każda z nich sprowadza się do konkretu, bez rozwlekania.

Ile kosztuje sama diagnoza pralki, jeśli zrezygnuję z naprawy? Zwykle 80–180 zł, w zależności od miasta i odległości dojazdu. Większość serwisów odlicza tę kwotę od rachunku, gdy naprawa dochodzi do skutku, ale przy rezygnacji płaci się pełną stawkę. Warto ustalić to telefonicznie przed przyjazdem.

Czy naprawa pralki przedłuża gwarancję na całe urządzenie? Nie. Gwarancja serwisowa obejmuje wyłącznie wymienioną część i wykonaną robociznę, zwykle na dwanaście miesięcy. Po wejściu w życie polskich przepisów wdrażających dyrektywę o prawie do naprawy naprawa w ramach odpowiedzialności sprzedawcy wydłuży ten okres o dodatkowy rok, ale we wrześniu 2026 ustawa wciąż nie obowiązuje.

Czy da się samodzielnie wymienić grzałkę lub pompę w pralce? Przy pompie odpływowej i grzałce jest to wykonalne dla osoby z podstawową wprawą, bo obie części są dostępne po zdjęciu tylnej lub dolnej pokrywy. Trzeba odłączyć zasilanie, spuścić wodę z filtra i zapamiętać ułożenie przewodów. Przy elektronice, łożyskach i silniku samodzielna próba kończy się zwykle dodatkowym kosztem.

Co zrobić ze starą pralką, której nie opłaca się naprawiać? Sprzedawca nowego sprzętu ma obowiązek odebrać zużyte urządzenie tego samego rodzaju przy dostawie, bezpłatnie. Bez zakupu można oddać ją do punktu zbierania elektroodpadów w gminie albo, w wielu miastach, zamówić bezpłatny odbiór. Wystawienie pralki przy śmietniku jest wykroczeniem.

Czy warto kupić pralkę używaną zamiast naprawiać własną? Rzadko. Sprzęt używany kupuje się bez historii serwisowej i bez wiedzy o przebiegu, a ryzyko trafienia na maszynę tuż przed awarią łożysk jest wysokie. Jeśli już, to model znanej średniej półki z dzielonym zbiornikiem i możliwością obejrzenia go w działaniu, na pełnym cyklu z wirowaniem.

Po czym poznać, że idą łożyska w pralce? Pierwszym sygnałem jest narastający hałas przy wirowaniu, przypominający dudnienie albo warkot silnika samolotu, słyszalny tylko przy wysokich obrotach. Potem pojawia się luz bębna wyczuwalny przy poruszaniu go ręką w górę i w dół, a w zaawansowanym stadium rdzawe smugi na praniu. Od pierwszego hałasu do poważnej awarii mija zwykle kilka miesięcy.

Czy pralka z silnikiem inwerterowym jest trwalsza od szczotkowej? Silnik inwerterowy nie ma szczotek węglowych, więc odpada jedna typowa usterka pojawiająca się po 6–10 latach. Sam napęd jest zwykle objęty dłuższą gwarancją producenta, często dziesięcioletnią. Nie chroni to jednak łożysk, pompy ani elektroniki, które psują się niezależnie od typu silnika.

Paweł Zacharczuk

Paweł Zacharczuk

Redaktor naczelny Expertrankingowy.pl

Redaktor i ekspert od sprzętów AGD/RTV z 6 letnim doświadczeniem zdobytym w największych sklepach AGD/RTV. Każdego dnia tworze, aktualizuje rankingi sprzętów ze swoim zespołem, które mają pomagać ludziom w wyborze najlepszych sprzętów do ich mieszkań, domów. Jeśli masz jakieś pytania związane z rankingiem lub innymi sprawami to możesz do mnie napisać:

kontakt

W tym tekście znajdują się linki afiliacyjne, które prowadzą do zewnętrznych stron. Za zakup z naszych linków lub kliknięcie w nasze linki i przejście do sklepów otrzymujemy wynagrodzenie prowizyjne, które pozwala nam rozwijać nasz serwis.

 

5/5 - (2 votes)
Opinie o rankingach