Jak zrobić domową czekoladę?

Artykuły

Pod hasłem domowej czekolady kryją się dwie rzeczy, które łączy wyłącznie kolor. Pierwsza to masa z oleju kokosowego, kakao i miodu, gotowa w dziesięć minut, przechowywana w lodówce i topiąca się w dłoni, zanim zdąży dotrzeć do ust. Druga to czekolada w sensie technologicznym: masło kakaowe, kakao i cukier doprowadzone do właściwej formy krystalicznej, która daje połysk, trzask przy łamaniu i temperaturę topnienia tuż poniżej temperatury ciała. Różnica między nimi nie polega na jakości składników, tylko na tym, czy przeprowadzono temperowanie. To jeden proces trwający kwadrans, wymagający termometru i cierpliwości, i to on decyduje, czy powstanie tabliczka, czy słodka masa do trzymania w chłodzie.

System zasilania akumulatorowego POWER FOR ALL

Czym różni się czekolada od masy czekoladopodobnej?

Warto to uporządkować na starcie, bo obie wersje mają swoje zastosowania i żadna nie jest z definicji gorsza. Rozstrzyga rodzaj tłuszczu.

Czekolada w rozumieniu technologicznym zawiera masło kakaowe jako jedyny albo dominujący tłuszcz. Masło kakaowe ma niezwykłą właściwość, rzadką wśród tłuszczów roślinnych: topi się w bardzo wąskim zakresie temperatur, tuż poniżej 34 stopni. Do tego progu pozostaje twarde, a po jego przekroczeniu przechodzi w ciecz niemal skokowo. Dlatego tabliczka wyjęta z szafki jest krucha, a w ustach rozpływa się w kilka sekund. Prawodawstwo unijne również opiera na tym definicję: czekolada musi zawierać co najmniej 35% suchej masy kakaowej, w tym minimum 18% masła kakaowego.

Masa czekoladopodobna używa tłuszczu zastępczego, najczęściej oleju kokosowego, który w domowych przepisach pojawia się dlatego, że jest tani i łatwo dostępny. Olej kokosowy rafinowany topi się w okolicach 24 stopni, czyli poniżej temperatury letniego pokoju. Powstała z niego masa musi mieszkać w lodówce i traci konsystencję przy pierwszym dotknięciu palcami. Do polewania ciast, do batoników przechowywanych w chłodzie i do szybkich przekąsek jest to rozwiązanie sensowne. Do tabliczki, którą chcesz komuś podarować albo mieć w szufladzie, nie.

Jest jeszcze wariant pośredni, w którym używa się masła kakaowego, ale pomija temperowanie. Efekt jest mylący: masa zastyga i wygląda poprawnie, ale kilka godzin później pojawia się na niej szary nalot, tabliczka nie łamie się z trzaskiem, tylko kruszy, i mięknie w rękach w ciągu minuty. To nie jest zepsuta czekolada, tylko czekolada w niewłaściwej formie krystalicznej, o czym za chwilę.

Jakie składniki są potrzebne i po co?

Lista jest krótka i każdy element pełni konkretną funkcję, którą warto rozumieć, bo pozwala to modyfikować przepis bez ryzyka.

Masło kakaowe to podstawa i jedyny składnik, którego nie da się zastąpić bez utraty charakteru produktu. Kupisz je w sklepach z artykułami cukierniczymi i w internecie, w postaci pastylek albo bloku, w cenie 90–160 zł za kilogram (stan na wrzesień 2026). Występuje w wersji dezodoryzowanej, pozbawionej zapachu, i naturalnej, o wyczuwalnej nucie kakaowej. Do czekolady gorzkiej naturalna jest lepsza, do białej dezodoryzowana, bo tam nic nie maskuje jej aromatu.

Miazga kakaowa, zwana też masą kakaową, to zmielone ziarno kakaowe zawierające zarówno cząstki stałe, jak i około 50% naturalnego masła kakaowego. Jest to składnik profesjonalny i najlepszy, ale trudniej dostępny. Jeśli jej używasz, zmniejsz odpowiednio ilość dodawanego masła kakaowego, bo połowę tłuszczu masz już w niej.

Kakao w proszku jest zamiennikiem miazgi w warunkach domowych. Wybieraj kakao ciemne, o zawartości tłuszczu 20–22%, opisywane czasem jako kakao pełnotłuste. Kakao odtłuszczone, o zawartości 10–12%, daje masę suchą, gęstą i wymagającą więcej masła kakaowego. Warto też wiedzieć, że kakao alkalizowane, czyli holenderskie, ma łagodniejszy smak i ciemniejszy kolor, a naturalne jest bardziej kwaśne i owocowe.

Cukier puder, a nie kryształ, i to jest rzecz, która przesądza o powodzeniu bardziej niż większość zaleceń w przepisach. Powód opisuję w osobnej sekcji niżej. Zamiast cukru można użyć erytrytolu albo ksylitolu zmielonych na pył, ale trzeba liczyć się z chłodzącym posmakiem, szczególnie wyraźnym przy erytrytolu.

Mleko w proszku pełne, jeśli robisz czekoladę mleczną. Nie mleko płynne, nie śmietanka, nie mleko skondensowane. Każdy płyn zawiera wodę, a woda w czekoladzie robi rzeczy opisane w następnej sekcji.

Lecytyna, sojowa albo słonecznikowa, w ilości 0,3–0,5% masy całkowitej, czyli dosłownie na czubku noża przy porcji dwustugramowej. Jest emulgatorem obniżającym lepkość masy, dzięki czemu czekolada lepiej wypełnia formę i tworzy cieńszą warstwę przy polewaniu. Nie jest obowiązkowa, ale przy pierwszych próbach ratuje wiele odlewów.

Dlaczego woda niszczy czekoladę?

To najczęstsza katastrofa przy pierwszym podejściu i jednocześnie zjawisko, które wygląda dokładnie odwrotnie do intuicji. Do płynnej, gładkiej masy trafia kilka kropel wody, a ona w ułamku sekundy gęstnieje, matowieje i zamienia się w grudkowatą pastę. W żargonie cukierniczym mówi się, że czekolada się zwarzyła albo zaparzyła.

Mechanizm jest następujący. Czekolada to zawiesina cząstek stałych, czyli cukru i cząstek kakaowych, w ciekłym tłuszczu. Cząstki cukru są pokryte cienką warstewką tłuszczu i dzięki temu ślizgają się obok siebie. Kiedy pojawia się woda, cukier zaczyna się w niej rozpuszczać, tworząc lepki syrop, który skleja cząstki w grudki. Powstaje struktura przypominająca mokry piasek. Co ważne, im mniej wody, tym gorzej: kilka kropel tworzy syrop o dużej lepkości, natomiast wlanie większej ilości płynu, rzędu 20% masy, daje z powrotem jednolitą emulsję. Na tej zasadzie działa ganache, czyli krem z czekolady i śmietanki.

Praktyczne wnioski są trzy. Miska i szpatułka muszą być całkowicie suche, a nie prawie suche. Przy rozpuszczaniu w kąpieli wodnej para z garnka nie może dostawać się pod miskę, więc miska powinna być wyraźnie szersza od garnka i nie dotykać wody. Wreszcie miód, syrop klonowy, syrop z agawy i ekstrakt waniliowy na alkoholu zawierają wodę i dodane do czekolady zwarzą ją. Do aromatyzowania używa się olejków rozpuszczalnych w tłuszczu albo sproszkowanych przypraw.

Zwarzoną masę da się częściowo uratować, dolewając ciepłej śmietanki i mieszając do uzyskania gładkiej emulsji, ale powstaje wtedy ganache, a nie czekolada, i tabliczki z tego już nie odlejesz.

Na czym polega temperowanie?

Tu leży cała technologia i warto poświęcić chwilę na zrozumienie, bo procedura bez wyjaśnienia wygląda na magiczny rytuał z termometrem.

Masło kakaowe jest polimorficzne, co znaczy, że jego cząsteczki mogą układać się w sześć różnych struktur krystalicznych, oznaczanych numerami od I do VI. Każda z nich ma inną temperaturę topnienia i inne właściwości mechaniczne. Formy od I do IV topią się w zakresie 17–28 stopni, są niestabilne i dają masę miękką, matową, kruszącą się zamiast łamać. Forma VI jest bardzo stabilna, ale tworzy się powoli, przez tygodnie, i objawia się jako szary nalot na powierzchni starej czekolady.

Interesuje nas forma V, o temperaturze topnienia około 33,8 stopnia. Daje ona wszystko, czego oczekujemy od tabliczki: połysk, gładką powierzchnię, wyraźny trzask przy łamaniu, kurczenie się przy zastyganiu (dzięki czemu czekolada sama odchodzi od formy) oraz topnienie dopiero w ustach.

Problem polega na tym, że masło kakaowe pozostawione samo sobie krystalizuje w formach niestabilnych, bo powstają one szybciej. Temperowanie jest sposobem na wymuszenie powstania kryształów formy V i wyeliminowanie pozostałych. Sprowadza się to do trzech etapów: całkowitego rozpuszczenia wszystkich kryształów w wysokiej temperaturze, schłodzenia do poziomu, w którym powstają kryształy różnych typów, i ponownego lekkiego podgrzania, przy którym formy niestabilne topią się, a forma V przetrwa.

Rodzaj czekolady Rozpuszczenie Schłodzenie Temperatura robocza
Gorzka, powyżej 60% kakao 45–50°C 27–28°C 31–32°C
Mleczna 42–45°C 26–27°C 29–30°C
Biała 40–45°C 26–27°C 28–29°C

Różnice między wierszami wynikają z zawartości tłuszczu mlecznego, który obniża temperaturę topnienia całej mieszaniny. Tłuszcz mleczny działa jak zmiękczacz, dlatego czekolada mleczna i biała pracują o dwa do trzech stopni niżej.

Termometr jest tu narzędziem obowiązkowym i musi być dokładny. Różnica jednego stopnia decyduje o wyniku, więc termometry kuchenne z odczytem co pełny stopień są na granicy przydatności. Termometr cyfrowy z sondą i rozdzielczością 0,1 stopnia kosztuje 40–80 zł i jest najlepszą inwestycją w całym przedsięwzięciu.

Trzy metody temperowania w warunkach domowych

Cel jest zawsze ten sam, różni się droga i ilość bałaganu.

Metoda pierwsza, marmurowa, jest klasyczna i najbardziej widowiskowa. Rozpuszczoną czekoladę o temperaturze około 45 stopni wylewa się w dwóch trzecich na zimną płytę kamienną i rozprowadza szpatułką, zbierając i rozprowadzając ponownie, aż masa zgęstnieje i osiągnie 27–28 stopni. Potem wraca się z nią do miski z pozostałą jedną trzecią gorącej czekolady, miesza, i temperatura ustala się w okolicach 31–32 stopni. Metoda daje bardzo dobre wyniki, ale wymaga płyty marmurowej albo granitowej i naprawdę sporo mycia.

Metoda druga, zwana szczepieniem, jest w kuchni domowej najwygodniejsza. Polega na wykorzystaniu gotowej, prawidłowo stemperowanej czekolady jako źródła kryształów formy V. Rozpuszczasz dwie trzecie masy do 45 stopni, zdejmujesz z kąpieli, dodajesz pozostałą jedną trzecią w postaci drobno posiekanej czekolady i mieszasz do rozpuszczenia. Temperatura opada, a kryształy z dodanej porcji stają się zarodkami dla całej reszty. Docelowo należy trafić w 31–32 stopnie i utrzymać ten poziom podczas wylewania.

Metoda trzecia wykorzystuje sproszkowane masło kakaowe w formie V, sprzedawane pod nazwą handlową Mycryo. Rozpuszczoną czekoladę studzi się do 34–35 stopni, dodaje 1% masy proszku, miesza i schładza do temperatury roboczej. Jest to najbardziej powtarzalna metoda i najmniej wrażliwa na błędy, a proszek kosztuje 100–150 zł za opakowanie, które wystarcza na wiele kilogramów.

Niezależnie od metody warto wykonać test przed wylaniem całej masy. Zanurz w czekoladzie czubek noża albo kawałek papieru do pieczenia i odłóż na 3–5 minut w temperaturze pokojowej. Prawidłowo stemperowana czekolada zastygnie w tym czasie, będzie błyszcząca i równa. Jeśli po pięciu minutach nadal jest płynna albo matowa i smugowata, temperowanie się nie udało i trzeba proces powtórzyć od podgrzania.

Przepis podstawowy na czekoladę gorzką

Poniższe proporcje dają masę o zawartości około 70% składników kakaowych, czyli odpowiednik typowej czekolady deserowej.

Na dwie tabliczki po 100 g potrzebujesz 100 g masła kakaowego, 60 g kakao w proszku o zawartości tłuszczu 20–22%, 55 g cukru pudru oraz szczyptę soli. Opcjonalnie pół grama lecytyny.

Zacznij od zmielenia cukru pudru razem z kakao w młynku do kawy albo w blenderze kielichowym przez minutę. Ten krok wygląda na zbędny, bo cukier puder jest już drobny, ale zmniejszenie cząstek jeszcze o kilkanaście mikrometrów wyraźnie poprawia gładkość gotowej czekolady.

Masło kakaowe posiekaj i rozpuść w kąpieli wodnej, pilnując, żeby temperatura nie przekroczyła 50 stopni i żeby para nie dostawała się do miski. Kiedy będzie w pełni płynne, zdejmij miskę z garnka i wsyp mieszankę kakao z cukrem, mieszając szpatułką do uzyskania jednolitej masy bez grudek. Na tym etapie masa jest gęsta i matowa, i tak ma wyglądać.

Teraz temperowanie. Najprościej metodą szczepienia: schłodź masę do około 34 stopni, mieszając nad zimną wodą albo po prostu odstawiając i mieszając co minutę, następnie dodaj 20 g posiekanej gotowej czekolady gorzkiej ze sklepu i mieszaj, aż się rozpuści, a temperatura spadnie do 31–32 stopni. Wykonaj test na nożu.

Wylej masę do form, najlepiej poliwęglanowych, bo dają najlepszy połysk, ale silikonowe też się sprawdzą. Postukaj formą o blat, żeby uwolnić pęcherzyki powietrza. Odstaw w temperaturze 18–20 stopni na 30–40 minut. Nie wstawiaj do lodówki, bo gwałtowne schłodzenie powoduje kondensację i wykwit cukrowy, o którym niżej. Prawidłowo stemperowana czekolada sama odejdzie od formy, gdy zastygnie, i wystarczy odwrócić ją do góry dnem.

Jeżeli nie masz masła kakaowego i chcesz szybkiej wersji kokosowej, proporcje wyglądają inaczej: 100 g oleju kokosowego, 50 g kakao, 40 g cukru pudru albo 3 łyżki miodu. Temperowania nie ma, bo olej kokosowy nie jest polimorficzny w ten sposób. Masa zastyga w lodówce w 30 minut i tam musi zostać.

Czekolada mleczna i biała: co się zmienia?

Obie wersje wymagają mleka w proszku i obie są trudniejsze niż gorzka, bo tłuszcz mleczny zmienia zachowanie masy.

Czekolada mleczna w proporcjach domowych to około 100 g masła kakaowego, 40 g kakao, 60 g mleka w proszku pełnego i 60 g cukru pudru. Mleko w proszku dodaje się razem z kakao i cukrem, po zmieleniu całej suchej mieszanki. Trzeba pamiętać o obniżonych temperaturach temperowania z tabeli wyżej, bo tłuszcz mleczny obniża punkt topnienia całej mieszaniny.

Czekolada biała nie zawiera kakao w proszku w ogóle, tylko masło kakaowe, mleko w proszku i cukier, zwykle w proporcji 100 g masła, 80 g mleka w proszku i 70 g cukru. Jest najbardziej kapryśna z trzech, bo ma najwięcej cukru i najmniej cząstek kakaowych, więc łatwo się przegrzewa i przypala. Powyżej 45 stopni białka mleka zaczynają brązowieć i masa nabiera nuty karmelowej, co bywa efektem pożądanym, ale przestaje być wtedy białą czekoladą.

Warto też odnotować, że mleko w proszku odtłuszczone daje wynik gorszy niż pełne. Brak tłuszczu mlecznego oznacza mniej kremowości i bardziej piaszczystą konsystencję, a przy tym nie zmienia znacząco kaloryczności, bo dominującym tłuszczem i tak jest masło kakaowe.

Dlaczego domowa czekolada zgrzyta w zębach?

To najczęstsze rozczarowanie po udanym technicznie odlewie i przyczyna jest fizyczna, a nie kucharska.

Ludzki język wykrywa cząstki stałe powyżej mniej więcej 25–30 mikrometrów. Poniżej tej granicy masa odbierana jest jako gładka, powyżej jako ziarnista. Przemysłowa produkcja czekolady rozwiązuje to konszowaniem, czyli wielogodzinnym mieleniem i mieszaniem masy w młynach walcowych i konszach, które sprowadza cząstki cukru i kakao poniżej 20 mikrometrów.

Cukier puder z torebki ma cząstki o wielkości 50–100 mikrometrów, czyli kilkakrotnie powyżej progu wykrywalności. Dlatego domowa czekolada z cukru pudru zawsze będzie odczuwalnie bardziej ziarnista od sklepowej i żadne mieszanie tego nie zmieni, bo mieszanie nie rozdrabnia cząstek.

Można ten efekt zmniejszyć trzema sposobami. Zmielenie cukru z kakao w młynku do kawy albo młynku żarnowym przez 60–90 sekund schodzi z cząstkami do 30–50 mikrometrów, co daje odczuwalną poprawę. Użycie cukru pudru z dodatkiem skrobi, sprzedawanego jako cukier puder cukierniczy, poprawia sypkość, ale nie wielkość cząstek. Wreszcie można sięgnąć po melanżer, czyli domowy młyn kamienny do czekolady, który przez 24–48 godzin ciągłej pracy schodzi poniżej 20 mikrometrów. Urządzenie kosztuje 1200–3000 zł i ma sens wyłącznie dla osób traktujących temat poważnie.

Warto to wiedzieć zawczasu, bo pozwala ustawić oczekiwania. Domowa czekolada bez melanżera będzie miała smak lepszy niż tania sklepowa i teksturę gorszą niż każda sklepowa. To uczciwy kompromis, ale kompromis.

Wykwit tłuszczowy i cukrowy: skąd się biorą?

Szarobiały nalot na czekoladzie ma dwie zupełnie różne przyczyny i warto je rozróżniać, bo wymagają innej profilaktyki. Żadna z nich nie oznacza zepsucia produktu ani zagrożenia dla zdrowia, tylko wadę wyglądu i konsystencji.

Wykwit tłuszczowy powstaje, gdy masło kakaowe migruje na powierzchnię i krystalizuje tam w stabilnej formie VI. Objawia się jako jednolita, matowa, jasnoszara powłoka, tłusta w dotyku. Przyczyną jest nieudane temperowanie albo przechowywanie w wahającej się temperaturze, na przykład wyjmowanie tabliczki z lodówki i wkładanie z powrotem. Zapobiega mu prawidłowe temperowanie i stabilna temperatura przechowywania.

Wykwit cukrowy powstaje inaczej. Wilgoć skrapla się na powierzchni czekolady, rozpuszcza cukier z warstwy wierzchniej, po czym woda odparowuje, a cukier krystalizuje ponownie w postaci nieregularnych, chropowatych plamek. Powierzchnia jest szorstka i sucha, a nie tłusta. Klasycznym scenariuszem jest wyjęcie czekolady z lodówki do ciepłego pomieszczenia, gdzie na zimnej powierzchni natychmiast osiada rosa. To jedyny powód, dla którego lodówka jest złym miejscem na czekoladę.

Odróżnienie w praktyce jest proste. Potrzyj nalot palcem: tłuszczowy rozetrze się i zniknie na chwilę, cukrowy pozostanie szorstki. Wykwit tłuszczowy da się usunąć przez ponowne rozpuszczenie i stemperowanie masy, cukrowy również, ale trzeba liczyć się z tym, że część wilgoci pozostała w produkcie.

Jak przechowywać domową czekoladę?

Warunki idealne to temperatura 16–18 stopni i wilgotność względna poniżej 55%, czyli mniej więcej to, co panuje w chłodnej spiżarni albo w szafce na nieocieplonej ścianie zewnętrznej. Kuchnia z piekarnikiem pracującym co drugi dzień jest miejscem gorszym, bo temperatura skacze.

Lodówka jest wyborem ostatecznym i tylko przy braku alternatywy, na przykład w lipcowy upał. Jeżeli już musisz, zapakuj czekoladę hermetycznie i po wyjęciu pozwól opakowaniu dojść do temperatury pokojowej przed otwarciem, żeby rosa osiadła na folii, a nie na czekoladzie. Zamrażarka niszczy strukturę i nie ma sensu.

Czekolada bardzo chętnie chłonie zapachy, bo tłuszcz jest doskonałym nośnikiem związków aromatycznych. Trzymana obok kawy, przypraw czy sera przejmie ich zapach w ciągu kilku dni. Szczelne pudełko albo folia to nie ozdoba, tylko konieczność.

Trwałość zależy od składu. Czekolada gorzka bez dodatków wytrzymuje 12–18 miesięcy, mleczna 6–12, biała 6–9, bo tłuszcz mleczny jełczeje szybciej. Czekolada z dodatkiem orzechów, owoców suszonych czy nadzień skraca się do kilku tygodni, bo dodatki wnoszą wilgoć i własne tłuszcze.

Ile kosztuje domowa czekolada i czy się opłaca?

Rachunek zmienił się w ostatnich latach na tyle mocno, że warto go zrobić na aktualnych danych.

Rynek kakao przeszedł przez skrajne wahania. Ceny surowca osiągnęły rekordowe poziomy w okolicach 10 700 dolarów za tonę w styczniu 2025 roku, po załamaniu zbiorów w Ghanie i na Wybrzeżu Kości Słoniowej, odpowiadających łącznie za większość światowej podaży. Od tego czasu produkcja się odbudowała, rynek przeszedł z deficytu w nadwyżkę, a notowania spadły do przedziału 3700–4200 dolarów za tonę na początku 2026 roku. Bank Światowy prognozuje średnią roczną na 2026 rok w okolicach 3800 dolarów.

Nie przełożyło się to jednak na półki sklepowe. Producenci odrabiają koszty zakupów surowca z okresu szczytu, a tabliczka markowej czekolady kosztuje w Polsce około 20 zł (stan na wrzesień 2026). Ceny czekolady w Polsce rosły w 2025 roku najszybciej w Unii Europejskiej.

Domowa kalkulacja przy tych warunkach wygląda następująco. Na dwie tabliczki po 100 g potrzebujesz 100 g masła kakaowego (około 12 zł), 60 g kakao (około 4 zł) i 55 g cukru pudru (około 0,30 zł). Daje to mniej więcej 16,30 zł za 200 g, czyli około 8 zł za tabliczkę. To wyraźnie taniej niż czekolada premium, mniej więcej tyle co czekolada ze średniej półki i drożej niż czekolada dyskontowa.

Warto jednak zauważyć, że porównanie jest nierówne. Za 8 zł robisz czekoladę o zawartości 70% składników kakaowych, z masłem kakaowym jako jedynym tłuszczem, bez tłuszczów roślinnych zamiennych i bez aromatów. Odpowiednik sklepowy o takim składzie kosztuje raczej 15–25 zł. Z drugiej strony domowa będzie miała gorszą teksturę, o czym była mowa wyżej.

Dla kogo to nie ma sensu? Dla osoby, która chce po prostu tanio jeść czekoladę, bo tanio to nie wychodzi. Dla kogoś bez termometru z dokładnością do dziesiątej stopnia, bo temperowanie na oko kończy się szarym nalotem. I dla kogoś, kto oczekuje tekstury identycznej ze sklepową, bo tej bez młyna kamiennego się nie osiągnie. Ma natomiast sens przy pełnej kontroli nad składem, przy nietypowych dodatkach i przy prezentach, gdzie własnoręcznie odlana tabliczka ma wartość, której nie da się kupić.

Podsumowanie

Domowa czekolada rozstrzyga się w dwóch punktach. Pierwszy to wybór tłuszczu: masło kakaowe daje produkt trzymający formę w temperaturze pokojowej, olej kokosowy daje masę mieszkającą w lodówce. Drugi to temperowanie, czyli doprowadzenie masła kakaowego do formy krystalicznej V przez sekwencję rozpuszczenia, schłodzenia i lekkiego podgrzania. Bez tego kroku wszystkie pozostałe starania idą na marne, niezależnie od jakości kakao.

Dwie rzeczy warto zapamiętać jako granice, których nie da się przesunąć. Woda w każdej postaci, łącznie z miodem i syropami, zwarzy masę nieodwracalnie. A cukier puder z torebki ma cząstki kilkakrotnie większe niż próg wyczuwalności języka, więc domowa czekolada zawsze będzie odrobinę ziarnista, o ile nie zainwestujesz w młyn kamienny.

Jeśli robisz to pierwszy raz, zacznij od czekolady gorzkiej temperowanej metodą szczepienia, z użyciem kawałka dobrej sklepowej tabliczki jako źródła kryształów. To najbardziej wybaczający wariant, a test na czubku noża po pięciu minutach powie ci od razu, czy poszło dobrze.

Paweł Zacharczuk

Paweł Zacharczuk

Redaktor naczelny Expertrankingowy.pl

Redaktor i ekspert od sprzętów AGD/RTV z 6 letnim doświadczeniem zdobytym w największych sklepach AGD/RTV. Każdego dnia tworze, aktualizuje rankingi sprzętów ze swoim zespołem, które mają pomagać ludziom w wyborze najlepszych sprzętów do ich mieszkań, domów. Jeśli masz jakieś pytania związane z rankingiem lub innymi sprawami to możesz do mnie napisać:

kontakt

W tym tekście znajdują się linki afiliacyjne, które prowadzą do zewnętrznych stron. Za zakup z naszych linków lub kliknięcie w nasze linki i przejście do sklepów otrzymujemy wynagrodzenie prowizyjne, które pozwala nam rozwijać nasz serwis.

 

5/5 - (2 votes)
Opinie o rankingach