Gdzie zamontować czujnik czadu?

Artykuły

Czujnik czadu kupiony i powieszony to nie to samo co czujnik czadu, który zadziała na czas. Widziałem wystarczająco dużo instalacji zrobionych „na oko”, żeby wiedzieć, że najczęstszy błąd nie polega na złym urządzeniu, tylko na powieszeniu go tam, gdzie akurat była wolna ściana albo gniazdko. Tlenek węgla nie zachowuje się intuicyjnie. Nie opada na podłogę jak niektórzy sądzą, ale też nie zbiera się pod sufitem jak dym. Dlatego pytanie „gdzie zamontować czujnik czadu” ma konkretne, mierzalne odpowiedzi zależne od pomieszczenia, źródła spalania i tego, gdzie akurat śpią domownicy. Poniżej rozkładam to na czynniki pierwsze, z wysokościami, odległościami i miejscami, których lepiej unikać.

System zasilania akumulatorowego POWER FOR ALL

Jak zachowuje się czad i dlaczego to przesądza o wysokości montażu?

Zanim padnie jakakolwiek liczba w centymetrach, warto zrozumieć jedną rzecz, bo z niej wynika cała reszta. Tlenek węgla ma gęstość 0,967 względem powietrza, czyli jest od niego minimalnie lżejszy. Ta różnica jest na tyle mała, że w praktyce czad nie tworzy własnej warstwy: miesza się z powietrzem niemal równomiernie i rozchodzi po całym pomieszczeniu razem z ruchem powietrza i konwekcją cieplną. To fundamentalna różnica wobec dwóch gazów, z którymi czad bywa mylony. Propan-butan jest wyraźnie cięższy i osiada przy podłodze, dlatego jego detektory montuje się nisko. Dym jest gorący i lekki, unosi się pod sufit, dlatego czujki dymu wieszamy na suficie. Czad nie robi ani jednego, ani drugiego.

Ta pozornie akademicka informacja ma bezpośrednie konsekwencje montażowe. Skoro czad rozkłada się w miarę równomiernie, to czujnik powinien znaleźć się tam, gdzie jest coś, co ma chronić, czyli na wysokości dróg oddechowych człowieka. Stąd bierze się najczęściej powtarzana rekomendacja: około 150 cm nad podłogą, w praktyce w przedziale 140–190 cm w zależności od pomieszczenia i tego, czy chodzi o osoby stojące, czy śpiące. Montaż na suficie, choć wygląda porządnie, jest błędem: świeżo powstały czad jest ciepły i przez chwilę faktycznie unosi się w górę, ale po ochłodzeniu zaczyna schodzić i utrzymuje się w dolnych oraz środkowych partiach pomieszczenia. Czujnik zawieszony tuż pod stropem może zareagować z opóźnieniem, a przy okazji trafia w tak zwaną martwą strefę, gdzie powietrze prawie nie krąży.

Warto od razu obalić mit, który krąży w drugą stronę. Część poradników sugeruje montaż czujnika czadu tuż nad podłogą, „bo czad opada”. To nieporozumienie wynikające z pomylenia czadu z propan-butanem albo z ogólnym wyobrażeniem, że „truciznę gromadzi się na dole”. Czujnik postawiony na podłodze jest narażony na kurz, wilgoć i przypadkowe kopnięcie, a przy tym wcale nie stoi w miejscu największego stężenia. Dróg oddechowych bronimy na wysokości dróg oddechowych, nie kostek.

Gdzie zamontować czujnik czadu w kotłowni?

Kotłownia to pomieszczenie o najwyższym ryzyku, bo tu stoi urządzenie, które w razie awarii najczęściej produkuje tlenek węgla: kocioł gazowy, piec na paliwo stałe, kocioł olejowy. To pierwsze miejsce, o które należy zadbać, i paradoksalnie jedno z trudniejszych do prawidłowego opomiarowania.

Podstawowa zasada to odległość od źródła. Czujnik wiesza się na ścianie w linii poziomej 1–3 metrów od kotła czy pieca, mierząc odległość poziomo, a nie po skosie. Nie montuje się go bezpośrednio nad urządzeniem grzewczym ani tuż przy nim. Powód jest praktyczny: w pobliżu palnika unosi się ciepłe powietrze, występują lokalne zawirowania, a przy rozruchu kotła krótkie, nieszkodliwe emisje mogą wywoływać fałszywe alarmy. Zbyt blisko urządzenia czujnik reaguje na chwilowe skoki, które nie oznaczają realnego zagrożenia, i traci wiarygodność, bo domownik zaczyna go ignorować albo wyjmuje baterię. Zbyt daleko, w innym końcu dużego pomieszczenia, reaguje z opóźnieniem.

Jest jednak drugi problem, który w kotłowni bywa ważniejszy od samego rozmieszczenia. Kotłownia to często pomieszczenie, w którym nikt nie przebywa. Alarm, który zawyje za zamkniętymi drzwiami w piwnicy, o trzeciej nad ranem, gdy wszyscy śpią piętro wyżej, może nie zostać usłyszany. Dlatego w kotłowni czujnik montuje się nie tylko blisko potencjalnego źródła, ale też w takim miejscu, żeby sygnał niósł się dalej, albo, co skuteczniejsze, sięga się po czujnik z łącznością bezprzewodową sparowany z drugim urządzeniem w części mieszkalnej. Osobna kategoria to detektory typu A z wyjściem sterkującym, które oprócz alarmu potrafią uruchomić wentylację lub odciąć dopływ gazu. Dla przeciętnego domu jednorodzinnego to często przerost formy nad treścią, ale w kotłowniach z dużym kotłem gazowym i słabą wentylacją bywa uzasadnione.

Kotłownia stawia też twardsze wymagania samemu urządzeniu. Kurz z paliwa stałego, wahania temperatury, wilgoć, to warunki, w których tani czujnik z krótką żywotnością sensora szybko się zestarzeje. Tu ma sens model o zamkniętej, wbudowanej baterii na cały cykl życia i czytelnym wskaźniku końca eksploatacji.

Gdzie zamontować czujnik czadu w łazience z piecykiem gazowym?

Łazienka z przepływowym podgrzewaczem wody, potocznie „junkersem”, to klasyczne miejsce tragedii. Mała, szczelna, często słabo wentylowana, z otwartą komorą spalania i człowiekiem zamkniętym w środku pod prysznicem. Znaczna część śmiertelnych zatruć w polskich mieszkaniach ma miejsce właśnie tutaj. Jeśli w łazience wisi piecyk gazowy, czujnik czadu w niej jest nie „miłym dodatkiem”, tylko koniecznością.

Wysokość i odległość są zbliżone do kotłowni: na ścianie, 150–190 cm nad podłogą, w poziomej odległości 1–3 metrów od piecyka. Ale łazienka dokłada własne ograniczenie, którego nie ma nigdzie indziej: parę wodną. Sensor elektrochemiczny źle znosi wysoką, długotrwałą wilgotność, a strumień pary z prysznica czy wanny potrafi go stopniowo uszkadzać albo generować błędne odczyty. Dlatego czujnika nie wiesza się bezpośrednio nad wanną, nad kabiną prysznicową ani w strefie, gdzie osadza się para. Szuka się miejsca w miarę suchego, ale wciąż w zasięgu ewentualnej emisji z piecyka.

Tu pojawia się realny dylemat, który w małej łazience bywa nierozwiązywalny idealnie. Producent piecyka wisi na jednej ścianie, prysznic zajmuje drugą, a jedyne suche miejsce w odpowiedniej odległości okazuje się przy drzwiach. W takiej sytuacji rozsądny kompromis to montaż jak najdalej od źródła pary, przy zachowaniu minimalnej odległości od piecyka, nawet jeśli oznacza to zejście do dolnej granicy przedziału (bliżej 1 metra niż 3). Lepszy czujnik trochę bliżej pary, ale realnie działający, niż idealnie „podręcznikowy” montaż, który po pół roku wilgoci przestaje reagować.

Jeżeli łazienka jest naprawdę ciasna i słabo wentylowana, a każde umieszczenie czujnika w środku grozi zawilgoceniem sensora, alternatywą jest montaż tuż przy wejściu albo na korytarzu bezpośrednio przed drzwiami. Czad przenika przez otwory i szpary, więc detektor w korytarzu wychwyci emisję z łazienki, choć z pewnym opóźnieniem. To rozwiązanie gorsze niż czujnik w samym pomieszczeniu, ale lepsze niż czujnik, który przez wilgoć milczy.

Gdzie zamontować czujnik czadu w kuchni z kuchenką gazową?

Kuchnia bywa pomijana, bo kuchenka gazowa nie kojarzy się z zagrożeniem tak mocno jak piec czy piecyk. Niesłusznie: kuchenka to urządzenie spalające gaz, a przy niedrożnej wentylacji, zatkanej kratce czy długim gotowaniu na kilku palnikach potrafi podnieść stężenie tlenku węgla do niebezpiecznego poziomu. Nowe przepisy zresztą traktują każde pomieszczenie z procesem spalania jednakowo, niezależnie od tego, czy to kotłownia, czy kuchnia.

Zasada odległości jest ta sama co wszędzie: 1–3 metry w poziomie od kuchenki, na wysokości około 150 cm. Kuchnia dokłada jednak własne pułapki. Para z gotowania, tłuszcz osadzający się na sensorze i chwilowe emisje przy zapalaniu palnika to czynniki, które przy zbyt bliskim montażu prowadzą do fałszywych alarmów i zabrudzenia czujnika. Dlatego nie wiesza się go bezpośrednio nad płytą ani tuż obok okapu. Unika się też strefy przy oknie, które w kuchni otwiera się często: silny przewiew rozrzedza gaz w okolicy czujnika i może zafałszować pomiar, opóźniając reakcję na realne zagrożenie.

Osobno warto wspomnieć o kuchni połączonej z salonem, czyli układzie otwartym, coraz częstszym w nowym budownictwie. W takiej przestrzeni czujnik montuje się po stronie kuchennej, w odległości od kuchenki, ale tak, żeby obejmował też część dzienną, w której domownicy spędzają dużo czasu. Jeden dobrze umieszczony detektor potrafi tu zabezpieczyć całą otwartą strefę.

Gdzie zamontować czujnik czadu w sypialni i dlaczego wysokość jest tu inna?

Sypialnia to pomieszczenie, w którym najczęściej nie ma żadnego źródła spalania, a mimo to jest jednym z najważniejszych miejsc montażu. Powód jest brutalnie prosty: zatrucia czadem najczęściej kończą się śmiercią podczas snu, kiedy człowiek nie czuje narastających objawów i nie ma szans się obudzić. Czad wyprodukowany w kotłowni czy łazience potrafi w nocy przeniknąć do sypialni, a śpiący organizm nie ostrzeże sam siebie.

Tu zmienia się logika wysokości. W pozostałych pomieszczeniach chroniliśmy osobę stojącą, więc montowaliśmy czujnik na wysokości wzroku. W sypialni chronimy osobę leżącą, więc strefą oddychania jest wysokość głowy śpiącego człowieka, czyli mniej więcej 70–100 cm nad podłogą, w pobliżu łóżka. Czujnik można powiesić na ścianie na tej wysokości albo, co często wygodniejsze, postawić na szafce nocnej, byle stabilnie i w pozycji pionowej, tak żeby nie dało się go przypadkiem strącić. Kluczowe jest jedno: alarm musi być na tyle blisko i na tyle głośny, żeby wyrwać ze snu. Detektor za ścianą, w innym końcu mieszkania, tego nie zapewni.

Obowiązują też ogólne zakazy. Czujnika w sypialni nie umieszcza się przy oknie, przy nawiewie, wentylatorze ani kratce wentylacyjnej, bo ruch świeżego powietrza rozcieńcza gaz i opóźnia reakcję. Nie chowa się go za zasłoną, za meblem ani w szafie, gdzie powietrze stoi i gdzie sensor jest odcięty od reszty pomieszczenia. Martwa strefa za kotarą to jeden z najczęstszych cichych błędów, bo z zewnątrz wszystko wygląda porządnie, a czujnik faktycznie „nie widzi” pomieszczenia.

Ile czujników czadu potrzeba w domu i gdzie je rozmieścić?

Jeden czujnik rzadko wystarcza w całym domu, choć w małym mieszkaniu bywa rozsądnym minimum. Liczba i rozmieszczenie zależą od trzech rzeczy: ile jest urządzeń spalających paliwo, jak rozłożony jest budynek i gdzie śpią domownicy. Generalna reguła brzmi tak, żeby w razie alarmu sygnał był słyszalny w sypialniach, niezależnie od tego, w którym pomieszczeniu zawyje.

W praktyce oznacza to montaż czujnika w każdym pomieszczeniu z urządzeniem spalającym paliwo (kotłownia, łazienka z piecykiem, kuchnia z kuchenką gazową, pokój z kominkiem) plus dodatkowe detektory tam, gdzie ludzie przebywają długo, przede wszystkim w sypialniach i pokoju dziennym. W domu piętrowym warto mieć co najmniej jeden czujnik na każdej kondygnacji, a także w pomieszczeniach, przez które przechodzi przewód kominowy. W kawalerce, gdzie kuchnia, sypialnia i salon są jedną przestrzenią, czujnik umieszcza się jak najdalej od kuchenki i jak najbliżej miejsca do spania, bo priorytetem jest obudzenie śpiącego.

Poniższa tabela porządkuje wysokość i odległość dla poszczególnych pomieszczeń, bo to właśnie tu najłatwiej o pomyłkę.

Pomieszczenie Wysokość montażu Odległość od źródła Czego unikać
Kotłownia ok. 150 cm nad podłogą 1–3 m poziomo od kotła/pieca montażu nad urządzeniem, martwej strefy, braku słyszalności alarmu poza pomieszczeniem
Łazienka z piecykiem 150–190 cm 1–3 m od piecyka strefy pary (nad wanną, prysznicem), zawilgocenia sensora
Kuchnia gazowa ok. 150 cm 1–3 m od kuchenki montażu nad płytą, przy oknie, przy okapie
Sypialnia 70–100 cm (wysokość głowy śpiącego) jak najbliżej łóżka okna, nawiewu, chowania za zasłoną/meblem
Korytarz / hol ok. 150 cm przy wejściach do sypialni kratek wentylacyjnych, przeciągu

Gdzie NIE montować czujnika czadu?

Ta sekcja bywa ważniejsza od poprzednich, bo najczęściej nie chodzi o brak czujnika, tylko o czujnik powieszony w miejscu, które unieważnia jego działanie. Kilka lokalizacji wygląda logicznie, a w rzeczywistości sabotuje ochronę.

Pierwsza to bezpośrednie sąsiedztwo kratek wentylacyjnych, nawiewów, okien i drzwi wejściowych. Wydaje się, że „przy wentylacji czujnik złapie wszystko”, tymczasem jest odwrotnie: stały przepływ świeżego powietrza rozcieńcza tlenek węgla akurat w tym punkcie, więc detektor pokazuje niższe stężenie niż realne i reaguje za późno. Druga to strefy o wysokiej wilgotności i wysokiej temperaturze, czyli tuż nad wanną, prysznicem, kuchenką czy grzejnikiem. Wilgoć i ciepło skracają życie sensora i generują błędne odczyty. Trzecia to martwe strefy: za zasłonami, za meblami, w rogach pod sufitem, w szafkach, wszędzie tam, gdzie powietrze stoi. Czujnik odcięty od cyrkulacji nie ma czego mierzyć.

Do tego dochodzą trzy błędy montażowe niezależne od miejsca. Sufit, o którym była mowa, bo czad po ochłodzeniu schodzi niżej. Podłoga, bo czad nie opada i detektor zbiera tam głównie kurz. I zasłonięte diody sygnalizacyjne: wskaźniki optyczne (zielona dioda zasilania, czerwona alarmu, żółta usterki) muszą być widoczne dla osoby przebywającej w pobliżu, więc czujnik nie może być schowany tak, że nie widać jego stanu.

Certyfikaty, normy i obowiązek prawny, o którym warto wiedzieć

Miejsce montażu to jedno, ale sam czujnik musi spełniać wymogi, bo urządzenie niecertyfikowane jest gorsze niż jego brak, daje złudne poczucie bezpieczeństwa. W pomieszczeniach mieszkalnych montuje się wyłącznie czujniki tlenku węgla zgodne z normą PN-EN 50291-1, a w pojazdach kempingowych i na łodziach z odrębną normą PN-EN 50291-2, przystosowaną do drgań i wahań warunków. Dobry czujnik ma czytelny wskaźnik końca żywotności sensora, bo element elektrochemiczny zużywa się z czasem, zwykle po 5–10 latach, i po tym okresie urządzenie trzeba wymienić niezależnie od stanu baterii.

Od strony prawnej sytuacja zmieniła się niedawno i wiele osób nie ma tego świadomości. Rozporządzenie MSWiA z 21 listopada 2024 r. wprowadziło obowiązek montażu autonomicznych czujek tlenku węgla. Od 23 grudnia 2024 r. obowiązek dotyczy wszystkich nowych budynków mieszkalnych (tam, gdzie wniosek o pozwolenie na budowę złożono po 22 grudnia 2024 r.), w pomieszczeniach, w których odbywa się proces spalania paliwa stałego, ciekłego lub gazowego. Dla istniejących obiektów świadczących usługi hotelarskie, w tym najmu krótkoterminowego, oraz lokali użytkowych z procesem spalania decydująca data to 30 czerwca 2026 r. Istniejące mieszkania mają czas do 1 stycznia 2030 r. (stan prawny na lipiec 2026 r.). Koszt urządzenia to zwykle około 100 zł, a modele łączące detekcję czadu i dymu bywają rozwiązaniem wygodniejszym niż dwa osobne czujniki.

Przykład z praktyki: dwa mieszkania, ten sam piecyk, inny wynik

Najlepiej widać to na dwóch niemal identycznych sytuacjach, które kończą się różnie z powodu jednej decyzji montażowej. Weźmy dwa mieszkania w tym samym bloku z lat 70., oba z przepływowym piecykiem gazowym w łazience i sypialnią oddzieloną korytarzem.

W pierwszym mieszkaniu właściciel kupił czujnik i powiesił go w sypialni, na ścianie, na wysokości 150 cm, „bo tak było napisane w instrukcji, żeby na wysokości wzroku”. Zabrakło czujnika w łazience, bo „przecież para by go zepsuła”. Pewnej zimowej nocy niedrożny przewód kominowy spowodował cofanie się spalin z piecyka. Czad zaczął gromadzić się w łazience i powoli przenikać do reszty mieszkania. Czujnik w sypialni zareagował, ale dopiero gdy stężenie w całym mieszkaniu było już wysokie, bo detektor stał na wysokości 150 cm, podczas gdy głowy śpiących domowników były na wysokości 60–70 cm. Kilka minut opóźnienia i wyższy próg zadziałania w praktyce oznaczały, że alarm obudził domowników z już wyraźnymi objawami zatrucia.

W drugim mieszkaniu właściciel podszedł do tematu inaczej. Do łazienki wybrał czujnik odporny na wilgoć i powiesił go przy drzwiach, w suchej strefie, około 2 metrów od piecyka, świadomie schodząc z „idealnej” odległości na rzecz miejsca, gdzie para nie zniszczy sensora. Drugi czujnik trafił do sypialni, ale na wysokość głowy śpiącej osoby, około 80 cm, tuż przy łóżku. Przy analogicznej awarii detektor w łazience wychwycił emisję u samego źródła, kilka metrów od miejsca, gdzie powstawała, i zawył, zanim czad rozszedł się po mieszkaniu. Domownicy zdążyli otworzyć okna i wyjść, zanim pojawiły się jakiekolwiek objawy.

Różnica nie tkwiła w cenie urządzeń ani w liczbie czujników, bo w obu przypadkach były dwa. Tkwiła w dwóch decyzjach: umieszczeniu czujnika u źródła, mimo trudnych warunków, oraz dostosowaniu wysokości w sypialni do osoby leżącej, a nie stojącej. To dokładnie te dwa punkty, które w typowej instalacji „na oko” wypadają najgorzej.

Na koniec

Prawidłowy montaż czujnika czadu sprowadza się do kilku decyzji, które warto podjąć świadomie, a nie odruchowo. Wysokość zależy od tego, kogo chronisz: około 150 cm dla osób stojących w pomieszczeniach z urządzeniem grzewczym, 70–100 cm przy łóżku w sypialni. Odległość od źródła to 1–3 metry w poziomie, nie bliżej (fałszywe alarmy, ciepło, para), nie dalej (opóźniona reakcja). Miejsca zakazane to sufit, podłoga, sąsiedztwo wentylacji i okien, strefy pary oraz wszelkie martwe zakątki za meblami i zasłonami.

Jeśli masz w domu więcej niż jedno źródło spalania albo sypialnie oddzielone od kotłowni, jeden czujnik prawie nigdy nie wystarczy, a kluczowe jest, żeby alarm był słyszalny tam, gdzie śpicie. Dobierz urządzenie z certyfikatem PN-EN 50291 i czytelnym wskaźnikiem końca żywotności, i pamiętaj, że sensor się zużywa, więc po kilku latach czujnik trzeba wymienić, nawet jeśli dioda wciąż świeci. Reszta to już tylko test przyciskiem raz na jakiś czas i wymiana baterii, gdy urządzenie o to poprosi.

Najczęściej zadawane pytania:

Poniżej krótkie, konkretne odpowiedzi na pytania, które najczęściej pojawiają się przy montażu czujnika czadu. Zebrałem te, które w praktyce rozstrzygają najwięcej wątpliwości.

Czy czujnik czadu montuje się na suficie czy na ścianie? Na ścianie. Czad po ochłodzeniu utrzymuje się w dolnych i środkowych partiach pomieszczenia, więc czujnik na suficie reaguje z opóźnieniem i trafia w martwą strefę. Wyjątkiem są sytuacje, gdy producent w instrukcji konkretnego modelu dopuszcza montaż sufitowy, ale nawet wtedy ściana na wysokości dróg oddechowych jest rozwiązaniem pewniejszym.

W jakiej odległości od pieca gazowego powiesić czujnik czadu? W poziomej odległości 1–3 metrów od urządzenia, mierząc odległość w linii prostej po poziomie. Bliżej grożą fałszywe alarmy przy rozruchu i szybsze zużycie sensora, dalej rośnie ryzyko opóźnionej reakcji. Nigdy bezpośrednio nad urządzeniem grzewczym.

Czy czujnik czadu wystarczy w kuchni, jeśli mam kuchenkę gazową? Kuchnia z kuchenką gazową powinna mieć czujnik czadu, bo to pomieszczenie z procesem spalania. Jeśli jednak w domu są też inne źródła (piec, piecyk, kominek) albo sypialnie oddalone od kuchni, jeden czujnik nie zabezpieczy całego mieszkania. Zasada jest taka, żeby alarm był słyszalny w sypialniach.

Czy jeden czujnik czadu wystarczy na całe mieszkanie? W małej kawalerce może wystarczyć, jeśli umieścisz go między źródłem spalania a miejscem do spania. W większym lub piętrowym mieszkaniu jeden detektor to za mało, bo alarm z drugiego końca lokalu może nie obudzić śpiących. Rozmieszcza się je tak, żeby sygnał był słyszalny w każdej sypialni.

Jak wysoko zamontować czujnik czadu w sypialni? Na wysokości głowy śpiącej osoby, czyli około 70–100 cm nad podłogą, blisko łóżka. To inna wysokość niż w pozostałych pomieszczeniach, gdzie chroni się osobę stojącą i montuje detektor na około 150 cm. Można go powiesić na ścianie na tej wysokości lub stabilnie postawić na szafce nocnej.

Czy czujnik czadu można zamontować w garażu? Tak, garaż to sensowne miejsce, bo silniki spalinowe i agregaty prądotwórcze emitują tlenek węgla. Warto umieścić czujnik tak, żeby wychwycił emisję z uruchamianego pojazdu, i pamiętać, że nigdy nie wolno uruchamiać silnika ani agregatu w zamkniętym garażu, bo żaden czujnik nie zastąpi wentylacji.

Co ile lat wymienia się czujnik czadu? Sensor elektrochemiczny zużywa się z czasem, zwykle po 5–10 latach, zależnie od modelu. Po upływie żywotności czujnik trzeba wymienić na nowy, nawet jeśli bateria działa i dioda się świeci, bo zużyty sensor może już nie wykrywać gazu. Dobre urządzenia mają wskaźnik sygnalizujący koniec eksploatacji.

Czy montaż czujnika czadu jest obowiązkowy? Tak, choć terminy zależą od typu budynku. Nowe budynki mieszkalne z procesem spalania mają obowiązek od 23 grudnia 2024 r., istniejące obiekty hotelarskie i lokale użytkowe od 30 czerwca 2026 r., a istniejące mieszkania od 1 stycznia 2030 r. (stan na lipiec 2026 r.). Podstawą jest rozporządzenie MSWiA z 21 listopada 2024 r.

Paweł Zacharczuk

Paweł Zacharczuk

Redaktor naczelny Expertrankingowy.pl

Redaktor i ekspert od sprzętów AGD/RTV z 6 letnim doświadczeniem zdobytym w największych sklepach AGD/RTV. Każdego dnia tworze, aktualizuje rankingi sprzętów ze swoim zespołem, które mają pomagać ludziom w wyborze najlepszych sprzętów do ich mieszkań, domów. Jeśli masz jakieś pytania związane z rankingiem lub innymi sprawami to możesz do mnie napisać:

kontakt

W tym tekście znajdują się linki afiliacyjne, które prowadzą do zewnętrznych stron. Za zakup z naszych linków lub kliknięcie w nasze linki i przejście do sklepów otrzymujemy wynagrodzenie prowizyjne, które pozwala nam rozwijać nasz serwis.

 

5/5 - (4 votes)
Opinie o rankingach