Pytanie o wybór między laserem a atramentem stawia się zwykle w sklepie, patrząc na cenę urządzenia. To najgorszy możliwy moment i najgorsze kryterium, bo cena zakupu bywa najmniejszą częścią tego, co realnie wydasz. Drukarka za 300 złotych potrafi w ciągu dwóch lat pochłonąć tysiąc złotych na materiałach eksploatacyjnych, a urządzenie za 1200 złotych kosztować w tym samym czasie sto pięćdziesiąt. Do tego dochodzi kwestia, którą łatwo przeoczyć przy zakupie, a która decyduje o zadowoleniu bardziej niż cokolwiek innego: co się dzieje, gdy drukarka stoi nieużywana przez trzy miesiące. Rynek dawno przestał też być podzielony na dwie kategorie, a to zmienia całą kalkulację.
Czym różnią się te technologie w praktyce?
Zanim przejdziemy do liczb, warto rozumieć mechanizm, bo z niego wynikają wszystkie zalety i wady.
Drukarka atramentowa nanosi na papier krople płynnego barwnika przez mikroskopijne dysze w głowicy drukującej. Krople mają objętość liczoną w pikolitrach, a dysz bywa kilkaset albo kilka tysięcy. Głowica przesuwa się nad kartką, wyrzucając atrament w precyzyjnie wyliczonych momentach. Taka konstrukcja pozwala na płynne mieszanie kolorów i bardzo delikatne przejścia tonalne, bo wielkość i gęstość kropel można modulować.
Drukarka laserowa działa zupełnie inaczej i opiera się na elektrostatyce. Bęben światłoczuły zostaje naładowany, laser wypala na nim obraz przez punktowe rozładowanie, do naładowanych obszarów przykleja się sproszkowany toner, a wałek transferowy przenosi go na papier. Na końcu zespół utrwalający wtapia proszek w kartkę pod wpływem temperatury rzędu dwustu stopni i nacisku. Stąd ciepły papier wychodzący z laserówki i stąd charakterystyczny czas rozgrzewania.
Te dwa mechanizmy różnią się fundamentalnie w jednym punkcie, który tłumaczy większość praktycznych konsekwencji: atrament jest cieczą, a toner suchym proszkiem. Ciecz odparowuje, zasycha i zatyka dysze podczas przestoju. Proszek nie robi nic, leży w kasecie i czeka. Ta jedna różnica ma większy wpływ na codzienne doświadczenie użytkownika niż wszystkie parametry z tabel specyfikacji razem wzięte.
Utrwalanie termiczne ma też inne skutki. Wydruk laserowy jest odporny na wodę i na rozmazywanie, bo toner jest fizycznie wtopiony w włókna papieru. Wydruk atramentowy na zwykłym papierze, zwłaszcza tuszem barwnikowym, rozpuści się pod kroplą deszczu albo zamaże pod mokrym palcem. To ma znaczenie przy dokumentach archiwalnych, umowach i wszystkim, co ma przetrwać.
Rynek nie dzieli się na dwie kategorie, tylko na trzy
To najważniejsze rozróżnienie w całym temacie i jednocześnie to, które najczęściej wypada z rozmowy o wyborze drukarki.
Klasyczna atramentówka z wymiennymi kartridżami to urządzenie tanie w zakupie i drogie w eksploatacji. Producenci sprzedają je często poniżej kosztu produkcji, zarabiając na tuszu. Model kosztuje 250 do 450 złotych, a komplet oryginalnych wkładów potrafi kosztować niewiele mniej niż samo urządzenie.
Atramentówka ze zbiornikami, sprzedawana pod nazwami sugerującymi duże pojemniki na tusz, odwraca ten model biznesowy. Urządzenie kosztuje 800 do 1800 złotych, ale zamiast kartridży ma wbudowane zbiorniki uzupełniane z butelek. Zestaw butelek na kilka tysięcy stron kosztuje zwykle 130 do 250 złotych.
Drukarka laserowa monochromatyczna to trzecia kategoria: 450 do 900 złotych za urządzenie, tania eksploatacja przy druku czarno-białym, brak koloru.
Istnieje jeszcze laserówka kolorowa, ale w warunkach domowych rzadko ma sens, o czym za chwilę.
Kluczowy wniosek jest taki: pytanie „laser czy atrament” w wersji, w jakiej zwykle się je zadaje, porównuje drukarkę laserową z klasyczną atramentówką na kartridże, czyli z opcją, która w większości scenariuszy jest po prostu najgorszym wyborem z całej trójki. Prawdziwy wybór toczy się między laserem monochromatycznym a atramentówką ze zbiornikami.
| Typ urządzenia | Cena zakupu | Koszt strony mono | Koszt strony kolor | Odporność na przestoje |
|---|---|---|---|---|
| Atramentowa na kartridże | 250–450 zł | 15–35 gr | 30–50 gr | Bardzo niska |
| Atramentowa ze zbiornikami | 800–1800 zł | ok. 1–3 gr | ok. 3–8 gr | Niska |
| Laserowa mono | 450–900 zł | 3–10 gr | Brak | Bardzo wysoka |
| Laserowa kolorowa | 1200–2500 zł | 5–12 gr | 25–60 gr | Bardzo wysoka |
Podane wartości dotyczą materiałów oryginalnych, stan na sierpień 2026, i różnią się między modelami nawet kilkukrotnie, więc traktuj je jako rzędy wielkości, a nie jako dane dla konkretnego urządzenia.
Jak policzyć realny koszt strony?
To prostszy rachunek, niż się wydaje, a rozstrzyga sprawę lepiej niż jakiekolwiek porównanie parametrów.
Weź cenę wkładu i podziel przez deklarowaną wydajność w stronach. Toner za 249 złotych o wydajności tysiąca stron daje niecałe 25 groszy za stronę. Butelka tuszu za 45 złotych na sześć tysięcy stron daje mniej niż grosz. Różnica jest tak duża, że przy jakimkolwiek regularnym drukowaniu przebija cenę zakupu w ciągu kilku miesięcy.
Tu jednak trzeba wprowadzić poprawkę, o której producenci mówią drobnym drukiem. Deklarowana wydajność wyznaczana jest według norm międzynarodowych przy pokryciu strony na poziomie pięciu procent. Pięć procent to bardzo mało: mniej więcej krótkie pismo urzędowe z kilkoma akapitami. Typowa strona gęstego tekstu ma pokrycie rzędu ośmiu do dwunastu procent, strona z tabelami i pogrubieniami jeszcze więcej, a strona z wykresem albo zdjęciem może przekroczyć trzydzieści procent.
Praktyczna konsekwencja: realną wydajność podziel przez dwa, jeśli drukujesz normalne dokumenty. Toner deklarowany na tysiąc stron da Ci realnie pięćset do sześciuset. To nie jest oszustwo producenta, tylko efekt standardu pomiarowego, który musi być porównywalny między markami, ale nie odzwierciedla tego, co drukują ludzie.
Druga poprawka dotyczy wkładów startowych. Urządzenie w pudełku ma zwykle kartridż albo toner o obniżonej wydajności, czasem trzykrotnie mniejszej od pełnowymiarowego. Pierwsza wymiana przychodzi więc znacznie szybciej, niż wynikałoby z deklaracji, i to jest moment, w którym wielu użytkowników po raz pierwszy widzi realny koszt eksploatacji.
Trzecia rzecz to zużycie na konserwację. Drukarka atramentowa zużywa tusz na cykle czyszczenia głowicy, wykonywane automatycznie po dłuższym przestoju i przy każdym włączeniu w niektórych modelach. Przy rzadkim drukowaniu potrafi to pochłonąć więcej atramentu niż same wydruki. To koszt, którego nie ma w żadnej tabeli.
Rachunek na trzy lata, czyli ile to naprawdę kosztuje
Policzmy trzy scenariusze, bo dopiero wtedy widać, gdzie przebiega granica opłacalności.
Scenariusz pierwszy: dwadzieścia stron miesięcznie, głównie dokumenty czarno-białe, sporadycznie coś w kolorze. To profil typowy dla gospodarstwa domowego, w którym drukuje się bilety, formularze i szkolne zadania. Przez trzy lata to około 720 stron.
Atramentówka na kartridże za 350 złotych zużyje w tym czasie prawdopodobnie trzy do czterech kompletów wkładów, licząc również te wypłukane na czyszczenie głowicy, co daje 600 do 900 złotych. Suma: około tysiąca złotych. Do tego realne ryzyko, że przy tak rzadkim drukowaniu głowica zaschnie i urządzenie trzeba będzie wymienić.
Laserówka mono za 600 złotych zużyje w tym czasie jeden toner, może dwa. Suma: 750 do 900 złotych, przy zerowym ryzyku zasychania.
Atramentówka ze zbiornikami za 1100 złotych nie zużyje nawet pierwszego kompletu tuszu z zestawu. Suma: 1100 złotych, ale z ryzykiem zasychania i z możliwością drukowania w kolorze przez cały ten okres.
Scenariusz drugi: sto stron miesięcznie, w większości tekst. Profil ucznia, studenta albo osoby pracującej zdalnie. Przez trzy lata to 3600 stron.
Atramentówka na kartridże: koszt materiałów w okolicach 700 do 1200 złotych plus urządzenie. Laserówka mono: cztery do sześciu tonerów, czyli 500 do 900 złotych plus urządzenie. Atramentówka ze zbiornikami: jeden, może dwa komplety butelek, czyli 150 do 350 złotych plus urządzenie.
Scenariusz trzeci: dwieście stron miesięcznie, w tym sporo materiałów kolorowych. Przy takim wolumenie klasyczna atramentówka na kartridże przestaje mieć jakikolwiek sens ekonomiczny, a wybór toczy się między urządzeniem ze zbiornikami a laserówką kolorową, przy czym ta druga wygrywa szybkością i przegrywa jakością kolorów oraz ceną tonerów kolorowych.
| Profil użytkownika | Zalecany typ | Uzasadnienie |
|---|---|---|
| Kilka stron miesięcznie, nieregularnie | Laserowa mono | Toner nie zasycha, sprzęt gotowy po miesiącach przerwy |
| 20–50 stron, głównie tekst | Laserowa mono | Najniższe ryzyko i przewidywalny koszt |
| 20–50 stron, w tym zdjęcia i grafika | Atramentowa ze zbiornikami | Kolor i zdjęcia bez kosztów kartridży |
| 100+ stron miesięcznie, tekst | Laserowa mono | Szybkość i niski koszt strony |
| 100+ stron, dużo koloru | Atramentowa ze zbiornikami | Koszt koloru nieporównywalnie niższy niż w laserze |
| Zdjęcia jako główny cel | Atramentowa fotograficzna | Laser nie odwzorowuje przejść tonalnych |
| Drukowanie raz na kilka miesięcy | Laserowa mono lub usługa zewnętrzna | Atrament tego nie przetrwa |
Kiedy atrament wygrywa bezapelacyjnie?
Są zastosowania, w których laser nie jest alternatywą, tylko po prostu nie nadaje się do zadania.
Zdjęcia to obszar, w którym atrament nie ma konkurencji. Płynny tusz pozwala na płynne przejścia tonalne, głęboką czerń i naturalne odwzorowanie odcieni skóry. Laser układa toner w punktach o stałej wielkości i przy gradientach widać rastrowanie. Drukarki fotograficzne z sześcioma, ośmioma czy dziesięcioma atramentami, w tym z osobnymi odcieniami szarości, potrafią dawać odbitki porównywalne z laboratorium.
Kolor w ogóle, nie tylko w zdjęciach, wypada w atramencie lepiej i taniej. Prezentacja z wykresami, plakat szkolny, kolorowa ulotka to zadania, w których atramentówka ze zbiornikami kosztuje kilka groszy za stronę, a laserówka kolorowa kilkadziesiąt.
Nietypowe nośniki to trzeci obszar. Papier fotograficzny, papiery strukturalne, folie, naprasowanki, koperty o nietypowej gramaturze. Laser przepycha wszystko przez zespół utrwalający rozgrzany do dwustu stopni, co eliminuje materiały wrażliwe na temperaturę. Papier fotograficzny do atramentówki włożony do laserówki roztopi się i przyklei do wałka.
Warto też wspomnieć o aspekcie, który rzadko trafia do porównań: emisja. Drukarki laserowe podczas pracy emitują drobne cząstki stałe pochodzące z tonera i z procesu utrwalania, a starsze konstrukcje wytwarzały także ozon. Nowoczesne urządzenia mają filtry i emisja jest niska, ale w małym, słabo wentylowanym pomieszczeniu, zwłaszcza w sypialni albo w pokoju dziecka, warto to wziąć pod uwagę. Drukarki atramentowe tego problemu nie mają w ogóle.
Ostatnia rzecz: pobór mocy. Laserówka w momencie utrwalania pobiera od kilkuset do ponad tysiąca watów, w skokach. Atramentówka pracuje na poziomie kilkudziesięciu watów. Przy okazjonalnym drukowaniu różnica w rachunku jest symboliczna, ale ma znaczenie przy zasilaczach awaryjnych, przy słabej instalacji i przy pracy na obwodzie obciążonym innymi urządzeniami.
Kiedy laser wygrywa bezapelacyjnie?
Odporność na przestoje to najmocniejszy argument i jednocześnie ten, który najczęściej decyduje o satysfakcji z zakupu w domu.
Toner jest suchym proszkiem i nie zmienia właściwości podczas bezczynności. Laserówka niewłączana przez rok wydrukuje pierwszą stronę bez żadnych ceregieli. Atramentówka po dwóch, trzech tygodniach przerwy zaczyna wymagać czyszczenia głowicy, a po kilku miesiącach ryzyko trwałego zaschnięcia staje się realne. W konstrukcjach z głowicą wbudowaną na stałe, a takich jest większość w wyższych półkach, oznacza to naprawę kosztującą tyle co nowe urządzenie.
To paradoks warty podkreślenia, bo intuicja podpowiada odwrotnie: im mniej drukujesz, tym bardziej opłaca Ci się laser. Osoba drukująca dziesięć stron miesięcznie jest w gorszej sytuacji z atramentówką niż osoba drukująca dwieście.
Szybkość to drugi argument. Laserówki domowe drukują zwykle od dwudziestu do czterdziestu stron na minutę, a pierwsza strona wychodzi po sześciu do dziesięciu sekund od wysłania zadania. Atramentówka podaje podobne liczby w specyfikacji, ale osiąga je w trybie roboczym, przy dokumentach czysto tekstowych. Przy grafice, przy druku dwustronnym i przy wyższej jakości prędkość spada wyraźnie, bo trzeba czekać na wyschnięcie atramentu.
Trwałość wydruku to trzeci. Toner wtopiony w papier nie rozmazuje się pod wpływem wilgoci, nie blaknie od podświetlacza, nie schodzi pod mokrym palcem. Umowy, dokumenty do archiwum, faktury, prace do oddania w deszczowy dzień. Tusz barwnikowy wszystkie te testy oblewa.
Czwarty argument to jakość drobnego tekstu. Laser odwzorowuje krawędzie liter ostrzej, bez rozlewania się barwnika we włóknach papieru. Przy tekście o wielkości sześciu, siedmiu punktów różnica jest wyraźna.
Ukryte koszty, których nie widać w specyfikacji
Obie technologie mają wydatki wykraczające poza sam tusz i toner, a bywają one zaskakująco duże.
Po stronie laserowej największą pozycją jest bęben światłoczuły. W wielu urządzeniach domowych jest zintegrowany z kasetą tonera i wymienia się razem z nią, co upraszcza życie, ale podnosi cenę każdego wkładu. W konstrukcjach z osobnym bębnem, częstych u niektórych producentów, wkład jest tańszy, ale co kilkanaście tysięcy stron dochodzi wydatek na sam bęben, rzędu 150 do 400 złotych. W laserówkach kolorowych dochodzą jeszcze pas transferowy, zespół utrwalający i pojemnik na zużyty toner, każdy z własną żywotnością i własną ceną.
Po stronie atramentowej ukrytą pozycją jest poduszka chłonna, czyli zbiornik na atrament wypuszczany podczas czyszczenia głowicy. Ma licznik, a po jego zapełnieniu urządzenie odmawia pracy i wyświetla komunikat o konieczności serwisu. W części modeli poduszka jest wymienna przez użytkownika, w części wymaga wizyty w serwisie, a w najtańszych urządzeniach oznacza po prostu koniec eksploatacji. To bardzo częsty scenariusz „śmierci” taniej drukarki, która poza tym działa bez zarzutu.
Osobno warto wspomnieć o zamiennikach. Bywają tańsze o połowę i przy tonerach jakość regenerowanych wkładów od uznanych dostawców bywa bardzo dobra. Przy atramencie ryzyko jest wyższe: gorsza pigmentacja, gorsza trwałość i możliwość zatkania dysz. Do tego dochodzą aktualizacje oprogramowania drukarki zmieniające sposób rozpoznawania wkładów, po których zamienniki kupione wcześniej przestają działać. Jeśli planujesz oszczędzać na zamiennikach, warto wyłączyć automatyczne aktualizacje firmware i sprawdzić, jak dany producent traktuje ten temat.
I ostatnia rzecz: usługi abonamentowe na dostarczanie tuszu. Wyglądają atrakcyjnie przy niskich pakietach, ale wiążą urządzenie z kontem i w części wariantów niewykorzystane strony przepadają, a po rezygnacji z abonamentu wkłady dostarczone w jego ramach przestają działać. To model, który komuś może pasować, ale warto przeczytać warunki przed podpisaniem, a nie po.
Czego jeszcze nie przeoczyć przy zakupie?
Kilka parametrów, które w porównaniach giną, a w codziennym użyciu mają znaczenie.
Automatyczny druk dwustronny to funkcja, która przy stu stronach miesięcznie oszczędza ryzę papieru rocznie i sporo czasu. W tańszych modelach jej nie ma, a ręczne odwracanie kartek jest uciążliwe i podatne na pomyłki.
Automatyczny podajnik dokumentów w urządzeniu wielofunkcyjnym pozwala zeskanować dwadzieścia kartek jednym ruchem. Jeśli skanujesz cokolwiek regularnie, to różnica między pięcioma minutami a piętnastoma sekundami.
Łączność bezprzewodowa jest dziś standardem, ale warto sprawdzić, czy urządzenie obsługuje drukowanie bezpośrednio z telefonu przez systemowe mechanizmy, a nie wyłącznie przez aplikację producenta wymagającą konta i połączenia z chmurą.
Pojemność podajnika papieru bywa w tanich modelach śmiesznie mała, rzędu pięćdziesięciu do stu arkuszy. Przy większych wydrukach oznacza to dokładanie papieru w trakcie.
Głośność ma znaczenie, jeśli drukarka stoi w pokoju, w którym ktoś pracuje albo śpi. Laserówki są zwykle głośniejsze w momencie startu, atramentówki hałasują dłużej, ale ciszej.
Wymiary i masa: laserówka mono waży zwykle 7 do 12 kilogramów i jest głębsza niż atramentówka. Przed zakupem warto zmierzyć półkę.
I rzecz o zdrowym rozsądku: jeśli drukujesz kilkanaście stron rocznie, najtańszym rozwiązaniem jest brak drukarki. Punkt ksero, usługa druku w sklepie papierniczym albo w bibliotece kosztuje kilkadziesiąt groszy za stronę i nie wymaga utrzymywania urządzenia, które przez jedenaście miesięcy w roku zbiera kurz i zasycha.
Podsumowanie
Wybór sprowadza się do dwóch pytań, zadanych w tej kolejności. Ile stron miesięcznie drukujesz i czy potrzebujesz koloru w jakości fotograficznej.
Jeśli drukujesz mało i nieregularnie, a kolor jest sprawą marginalną, laserówka monochromatyczna jest wyborem najbezpieczniejszym. Toner nie zasycha, koszt strony jest przewidywalny, a urządzenie działa po dowolnie długiej przerwie. To rozwiązanie, które w domowych warunkach zawodzi najrzadziej.
Jeśli potrzebujesz koloru, zdjęć albo drukujesz na nietypowych nośnikach, wybierz atramentówkę ze zbiornikami, nie na kartridże. Wyższa cena zakupu zwraca się przy kilkuset stronach, a przy kilku tysiącach różnica idzie w tysiące złotych.
Klasyczna atramentówka na wymienne kartridże ma dziś wąskie zastosowanie: bardzo ograniczony budżet początkowy przy jednoczesnej pewności, że będziesz drukować regularnie i niewiele. W większości pozostałych scenariuszy jest to najdroższy sposób drukowania z dostępnych.
I ostatnia uwaga, o której warto pamiętać niezależnie od wyboru: cena urządzenia w sklepie to rata wstępna, a nie koszt. Zanim zdecydujesz, sprawdź cenę materiałów eksploatacyjnych do konkretnego modelu i podziel ją przez wydajność. Pięć minut takiego rachunku bywa warte kilkaset złotych.
Najczęściej zadawane pytania
Poniżej krótkie odpowiedzi na pytania pojawiające się przy wyborze drukarki najczęściej. Dotyczą kwestii szczegółowych, które trudno rozstrzygnąć na podstawie samej specyfikacji.
Czy toner jest szkodliwy dla zdrowia?
Toner w kasecie jest bezpieczny przy normalnym użytkowaniu, a producenci klasyfikują go jako substancję o niskiej toksyczności. Uwagi dotyczą raczej drobnych cząstek emitowanych podczas druku i utrwalania. W dobrze wentylowanym pomieszczeniu nie stanowi to problemu, natomiast intensywnie używanej laserówki nie warto stawiać w małej, zamkniętej sypialni. Rozsypany toner sprząta się na zimno, wilgotną ściereczką, nigdy odkurzaczem, bo drobny proszek przechodzi przez filtry.
Czy wydruki laserowe blakną z czasem?
Znacznie wolniej niż atramentowe. Toner to pigment w polimerowej otoczce wtopiony w papier, odporny na wodę i na promieniowanie ultrafioletowe. Wydruk atramentowy tuszem barwnikowym może wyraźnie zblaknąć po kilku miesiącach na słońcu. Tusze pigmentowe, stosowane w lepszych urządzeniach, wypadają pod tym względem znacznie lepiej.
Ile stron miesięcznie trzeba drukować, żeby laser się opłacał?
Przy samym rachunku ekonomicznym granica przebiega zwykle w okolicach pięćdziesięciu do stu stron miesięcznie w porównaniu z klasyczną atramentówką. Jeśli jednak uwzględnić ryzyko zaschnięcia głowicy, laser bywa lepszym wyborem także przy bardzo małych nakładach, bo tam atramentówka zawodzi najczęściej.
Czy laserówka kolorowa ma sens w domu?
Rzadko. Tonery kolorowe są drogie, a urządzenie duże i cięższe. Zdjęcia wychodzą wyraźnie gorzej niż z atramentu. Sens pojawia się przy dużych nakładach materiałów kolorowych o charakterze biznesowym, czyli prezentacjach, ulotkach i raportach z wykresami, gdzie liczy się szybkość i trwałość, a nie wierność barw.
Dlaczego drukarka zużywa tusz, choć nic nie drukuję?
Bo wykonuje automatyczne cykle konserwacyjne, przepłukując dysze, żeby nie zaschły. Przy rzadkim użytkowaniu potrafi to pochłonąć więcej atramentu niż same wydruki. Paradoksalnie odłączanie drukarki od prądu między użyciami pogarsza sprawę, bo urządzenie nie może wykonać cyklu, a głowica bywa zaparkowana nieprawidłowo.
Co to jest wydajność według normy i dlaczego nie zgadza się z praktyką?
To wynik pomiaru wykonanego na standardowym zestawie stron testowych przy pokryciu na poziomie pięciu procent, umożliwiający porównywanie urządzeń różnych producentów. Realne dokumenty mają zwykle pokrycie dwukrotnie większe, więc praktyczna wydajność bywa o połowę niższa od deklarowanej. To nie wada konkretnego wkładu, tylko cecha samego standardu.
Czy warto kupić drukarkę używaną?
Przy laserówce mono często tak, bo konstrukcje te są trwałe, a licznik wydrukowanych stron da się odczytać ze strony konfiguracyjnej i ocenić stan bębna. Przy atramentówce ryzyko jest wysokie: nie widać stanu głowicy ani licznika poduszki chłonnej, a oba te elementy potrafią zakończyć żywot urządzenia wkrótce po zakupie.

Paweł Zacharczuk
Redaktor naczelny Expertrankingowy.pl
Redaktor i ekspert od sprzętów AGD/RTV z 6 letnim doświadczeniem zdobytym w największych sklepach AGD/RTV. Każdego dnia tworze, aktualizuje rankingi sprzętów ze swoim zespołem, które mają pomagać ludziom w wyborze najlepszych sprzętów do ich mieszkań, domów. Jeśli masz jakieś pytania związane z rankingiem lub innymi sprawami to możesz do mnie napisać:
![]()
W tym tekście znajdują się linki afiliacyjne, które prowadzą do zewnętrznych stron. Za zakup z naszych linków lub kliknięcie w nasze linki i przejście do sklepów otrzymujemy wynagrodzenie prowizyjne, które pozwala nam rozwijać nasz serwis.