Czy da się samemu skalibrować alkomat?

Artykuły

Pytanie wraca regularnie, zwykle w tym samym momencie: alkomat zaczyna pokazywać dziwne rzeczy, na wyświetlaczu miga komunikat „CAL”, a serwis chce za usługę tyle, ile kosztowało samo urządzenie. Wtedy pojawia się myśl, że przecież to tylko czujnik i trochę elektroniki, więc może da się to zrobić samemu. Odpowiedź nie brzmi ani „tak”, ani „nie”. Brzmi: zależy, co rozumiesz przez kalibrację. Bo pod jednym potocznym słowem kryją się cztery zupełnie różne czynności metrologiczne, a tylko jedna z nich w ogóle polega na kręceniu ustawieniami. Reszta to pomiar, dokumentacja i potwierdzenie, że urządzenie mieści się w granicach błędu. I właśnie tę część najtrudniej odtworzyć w domu, nawet jeśli sensor da się przestawić trzema kliknięciami.

System zasilania akumulatorowego POWER FOR ALL

Czy da się samemu skalibrować alkomat?

Technicznie tak, praktycznie prawie nigdy nie ma to sensu, a w wersji „domowym sposobem, bez sprzętu” jest po prostu niewykonalne. Żeby skorygować wskazania analizatora wydechu, musisz podać do sensora próbkę gazu o dokładnie znanym stężeniu etanolu. Nie przybliżonym, nie oszacowanym, tylko znanym z niepewnością rzędu pojedynczych procentów. Bez takiej próbki nie masz do czego dostroić urządzenia i cała operacja zamienia się w zgadywanie.

Jest jednak drugi warunek, o którym mówi się znacznie rzadziej, a który przesądza sprawę. Nawet jeśli przestawisz sensor, nadal nie wiesz, czy zrobiłeś to dobrze. Sprawdzenie tego wymaga powtórzenia pomiaru w kilku punktach zakresu, przy kontrolowanej temperaturze i wilgotności, oraz porównania wyników z wzorcem odniesienia. Serwis robi to zawsze po korekcie, bo bez tego kroku nie może wystawić żadnego dokumentu. W domu ten krok znika, a wraz z nim znika jedyny dowód, że urządzenie w ogóle mierzy poprawnie.

Mówiąc wprost: przestawić alkomat da się. Skalibrować go w sensie metrologicznym, czyli ustalić i udokumentować relację między jego wskazaniem a rzeczywistym stężeniem, w warunkach domowych nie da się w żaden rozsądny sposób.

Kalibracja, adiustacja, wzorcowanie, legalizacja: czym się różnią?

Cztery pojęcia, które w rozmowach o alkomatach traktuje się zamiennie, oznaczają w metrologii cztery różne rzeczy. To nie jest czepianie się słówek, bo od tego rozróżnienia zależy, czego właściwie szukasz i za co płacisz.

Wzorcowanie (w słownikach metrologicznych to właśnie ono nazywane jest kalibracją) polega na ustaleniu relacji między wskazaniem przyrządu a wartością realizowaną przez wzorzec jednostki miary. Wynikiem jest świadectwo wzorcowania z wyznaczonymi błędami wskazań w konkretnych punktach pomiarowych i z oszacowaną niepewnością. Wzorcowanie samo w sobie niczego nie zmienia w urządzeniu. Ono tylko opisuje, jak bardzo urządzenie się myli.

Adiustacja, potocznie nazywana kalibracją, to dopiero czynność korygująca. Technik wprowadza urządzenie w tryb serwisowy, podaje wzorzec i zmienia współczynniki w oprogramowaniu tak, żeby wskazanie zgadzało się z wartością wzorcową. To jest ta część, którą ludzie mają na myśli, pytając o samodzielną kalibrację.

Legalizacja to procedura prawna, nie techniczna. Potwierdza zgodność przyrządu z wymaganiami przepisów i kończy się świadectwem legalizacji. Składa się z dwóch etapów: sprawdzenia, które w praktyce jest wzorcowaniem, oraz formalnego stwierdzenia i poświadczenia zgodności.

Tu dochodzimy do rzeczy, która zaskakuje większość kupujących. Od 1 stycznia 2008 roku analizatory wydechu w Polsce nie podlegają prawnej kontroli metrologicznej. Rozporządzenie określające rodzaje przyrządów objętych tą kontrolą po prostu ich nie wymienia, a legalizację zastąpiono wzorcowaniem (stan na sierpień 2026 pozostaje bez zmian, choć Główny Urząd Miar od lat wspiera starania o przywrócenie tej kontroli). Konsekwencja jest dosłownie taka, jak opisuje ją GUM: rynek został zderegulowany i trafiają na niego urządzenia o nieustalonej jakości. W badaniach przeprowadzonych w laboratorium GUM w 2014 roku na jedenaście przetestowanych testerów tylko dwa spełniły przyjęte kryteria, a spośród pięciu chemicznych probierzy trzeźwości nie przeszedł żaden.

Pojęcie Co się dzieje z urządzeniem Efekt na wyjściu Kto to robi
Wzorcowanie Nic, tylko pomiar porównawczy Świadectwo wzorcowania z błędami i niepewnością Laboratorium akredytowane, okręgowy urząd miar
Adiustacja (potocznie kalibracja) Zmiana współczynników w oprogramowaniu Poprawione wskazania, zwykle certyfikat serwisowy Serwis producenta lub autoryzowany
Legalizacja Sprawdzenie plus formalne poświadczenie Świadectwo legalizacji Organy administracji miar
Zerowanie sensora Odniesienie do czystego powietrza Punkt zerowy, bez wpływu na resztę zakresu Samo urządzenie przy starcie

Praktyczny wniosek jest taki, że sam certyfikat po adiustacji mówi o urządzeniu mniej niż świadectwo wzorcowania. Pierwszy potwierdza, że ktoś coś ustawił. Drugi podaje liczby: o ile i w którą stronę przyrząd się myli w poszczególnych punktach zakresu.

Dlaczego domowy wzorzec alkoholu nie zadziała?

Bo wzorcem nie jest płyn w butelce, tylko gaz nad nim, a jego stężenie zależy od temperatury w sposób wykładniczy. To najczęściej pomijany element całej układanki i jednocześnie ten, który przesądza o wyniku.

Podstawą jest prawo Henry’ego: w stałej temperaturze stężenia etanolu w fazie ciekłej i w będącej z nią w równowadze fazie gazowej pozostają w stałym stosunku. Ilościowo opisuje to równanie sformułowane przez Kurta Dubowskiego, przyjęte w zaleceniu OIML R126 i stosowane przez GUM. W tym równaniu stężenie w fazie gazowej rośnie proporcjonalnie do wyrażenia wykładniczego z współczynnikiem 0,065 83 na stopień Celsjusza. Przelicz to na procenty i wychodzi około 6,5 do 6,8 procent zmiany stężenia par etanolu na każdy jeden stopień różnicy temperatury.

Zatrzymaj się na moment przy tej liczbie, bo ona tłumaczy wszystko. Symulatory wydechu używane w laboratoriach utrzymują roztwór w temperaturze 34 stopni Celsjusza z tolerancją rzędu 0,05 stopnia. Przy takiej stabilności błąd wynikający z temperatury to około jedna trzecia procenta. Garnek z wodą na kuchence, pilnowany kuchennym termometrem, potrafi odjechać o dwa stopnie w obie strony. To już kilkanaście procent błędu, zanim jeszcze cokolwiek zmierzysz. Przy progu stanu nietrzeźwości wynoszącym 0,25 mg/l w wydychanym powietrzu kilkanaście procent to różnica między „możesz jechać” a „nie możesz”.

Temperatura to zresztą tylko jeden z warunków. Zalecenie OIML R126 wymaga próbki o objętości trzech litrów, o określonej temperaturze gazu i wilgotności względnej co najmniej 95 procent. Symulator nie jest więc podgrzewaczem, tylko naczyniem barbotażowym: powietrze przepuszczane przez roztwór nasyca się parą wodną i etanolem, a układ pilnuje przepływu, temperatury i profilu wydechu.

Do tego dochodzi sam roztwór. Ciekłe wzorce etanolowe przygotowuje się metodą wagową, z certyfikowanego etanolu o oznaczonej czystości i wody demineralizowanej, a stężenia nie przekraczają 0,5 procent objętościowych. Ich termin przydatności wynosi maksymalnie trzy miesiące, po czym roztwór traci właściwości wskutek ubytku alkoholu i nadaje się już tylko do wylania. Wódka rozcieńczona wodą z kranu nie jest wzorcem z jednego prostego powodu: nie znasz jej rzeczywistego stężenia z dokładnością, która ma tu znaczenie, a deklaracja z etykiety opisuje zawartość w butelce, nie w oparach nad nią.

Ile realnie kosztuje samodzielne stanowisko do kalibracji?

Kilka tysięcy złotych na start, plus koszty bieżące, które nie znikają. To jest moment, w którym większość osób rezygnuje, i słusznie.

Sam symulator wydechu klasy używanej w serwisach (marki takie jak Guth czy ACS) to wydatek liczony w tysiącach złotych. Do tego dochodzą ciekłe wzorce etanolowe, kupowane w butelkach o pojemności pół litra lub litra, w kilku stężeniach, bo urządzenie sprawdza się w więcej niż jednym punkcie zakresu. Wzorce trzeba odnawiać co kwartał niezależnie od tego, czy zostały zużyte. Potrzebny jest jeszcze dostęp do trybu serwisowego danego modelu, a ten w wielu urządzeniach otwiera się dedykowanym oprogramowaniem, interfejsem lub zworkami, których producent nie udostępnia użytkownikom końcowym.

Pozycja Samodzielne stanowisko Usługa w serwisie
Wejście finansowe Symulator liczony w tysiącach złotych Zero
Koszt cykliczny Wzorce etanolowe wymieniane co ok. 3 miesiące 50–200 zł za jedną kalibrację (stan na sierpień 2026)
Dostęp do trybu serwisowego Często niedostępny poza serwisem producenta Standardowo
Dokument potwierdzający Brak Certyfikat kalibracji, w laboratorium akredytowanym świadectwo wzorcowania
Ryzyko pogorszenia stanu Realne, błędna adiustacja pogłębia rozkalibrowanie Po stronie usługodawcy
Czas Nauka procedury, obsługa stanowiska Zwykle kilka dni roboczych, także wysyłkowo

Policzmy to na chłodno. Przy koszcie usługi w przedziale od 50 do 200 złotych i kalibracji raz w roku, stanowisko za kilka tysięcy złotych zwraca się po kilkudziesięciu latach użytkowania jednego alkomatu. Sensor tyle nie wytrzyma. Rachunek zaczyna się domykać dopiero przy kilkudziesięciu urządzeniach obsługiwanych regularnie, a wtedy nie mówimy już o domowej kalibracji, tylko o zapleczu technicznym firmy.

Warto też pamiętać, że część producentów i sprzedawców dorzuca do urządzenia okres bezpłatnych kalibracji, czasem obejmujący kilkanaście albo kilkadziesiąt pierwszych miesięcy. Sprawdzenie tego przed zakupem zmienia całkowity koszt posiadania bardziej niż różnica w cenie samego alkomatu.

Co możesz sprawdzić samodzielnie, nie ruszając ustawień?

Sporo, i to jest realna wartość dla użytkownika. Samodzielna diagnostyka nie zastąpi kalibracji, ale odpowiada na pytanie, które zwykle jest pierwsze: czy z tym alkomatem faktycznie jest coś nie tak, czy tylko wydaje mi się, że wynik jest dziwny.

Zacznij od testu zera. Osoba, która na pewno nie piła od co najmniej kilkunastu godzin, wykonuje pomiar w przewietrzonym pomieszczeniu, z dala od perfum, płynów do dezynfekcji i dymu. Wynik inny niż 0,00 to sygnał, że urządzenie wymaga interwencji. Odwrotna sytuacja działa tak samo: jeżeli osoba, która wypiła, dostaje twarde zero, urządzenie już nie mierzy.

Drugi test to powtarzalność. Trzy pomiary tej samej osoby w krótkich odstępach, z zachowaniem przerwy zalecanej przez producenta, powinny dać wyniki zbliżone. Rozjazd rzędu kilkudziesięciu procent między kolejnymi próbami to typowy objaw rozregulowanego sensora.

Trzeci, najbardziej pomijany, to test krzywej spadku. U osoby, która przestała pić, stężenie alkoholu w wydychanym powietrzu maleje w czasie w sposób w miarę regularny. Jeżeli trzy pomiary wykonane w równych odstępach dają wciąż tę samą wartość, urządzenie nie reaguje na zmianę, tylko odtwarza jakiś zapamiętany poziom.

Sprawdź też licznik pomiarów, jeśli model go ma, oraz komunikaty na wyświetlaczu. Skróty w rodzaju CAL, SEN, Err czy ER2 zwykle nie oznaczają usterki losowej, tylko przekroczony limit pomiarów albo problem z sensorem. Wreszcie warunki przechowywania: sensor traci właściwości także wtedy, gdy urządzenie leży nieużywane, a trzymanie alkomatu w schowku razem z płynem do spryskiwaczy albo żelem odkażającym potrafi go zdegradować szybciej niż setka pomiarów.

Jest jeszcze jedna rzecz, której nie warto robić z ciekawości. Pomiar wykonany zaraz po wypiciu, gdy w jamie ustnej zalega jeszcze alkohol w wysokim stężeniu, obciąża sensor dawką, do jakiej nie jest przewidziany. To jeden z częstszych mechanizmów rozkalibrowania tanich urządzeń, całkowicie zawiniony przez użytkownika.

Jak często alkomat wymaga kalibracji, a kiedy sensora nie da się już uratować?

Zależy od typu czujnika, a różnica między dwoma podstawowymi konstrukcjami jest większa, niż sugeruje różnica w cenie urządzeń.

Sensor półprzewodnikowy działa na zmianie rezystancji warstwy tlenkowej pod wpływem utleniania się alkoholu. Jest tani, ale reaguje nie tylko na etanol. Dym papierosowy, aceton, węglowodory, opary rozpuszczalników potrafią zaburzyć wskazanie, a sam czujnik dryfuje szybciej. Sensor elektrochemiczny utlenia etanol w ogniwie paliwowym i mierzy prąd, który przy tym płynie. Jest znacznie bardziej wybiórczy i stabilniejszy, choć nie jest odporny na wszystko: reaguje również na metanol i propanol.

Cecha Sensor półprzewodnikowy Sensor elektrochemiczny
Zalecana kalibracja Co 100–300 pomiarów, nie rzadziej niż co 6 miesięcy Co ok. 500 pomiarów, nie rzadziej niż co 12 miesięcy
Typowa tolerancja błędu Nawet kilkanaście do dwudziestu procent Kilka procent w dobrych modelach
Wpływ dymu i acetonu Duży, możliwe zawyżenie wyniku Znikomy
Liczba sensownych kalibracji Zwykle 2–3, potem wymiana sensora lub urządzenia Wielokrotnie, żywotność sensora liczona w dziesiątkach tysięcy pomiarów
Dla kogo Sporadyczny użytek orientacyjny Regularne kontrole, palacze, firmy

To prowadzi do wniosku, o którym sprzedawcy mówią niechętnie. W tanim alkomacie półprzewodnikowym kalibracja jest zabiegiem o ograniczonej przyszłości. Po dwóch, trzech korektach sensor przestaje trzymać ustawienia i wymaga wymiany, a w wielu konstrukcjach wymiana sensora jest niemożliwa albo nieopłacalna wobec ceny nowego urządzenia. Deklarowany limit 200 czy 300 pomiarów bywa w praktyce nieosiągalny: tańsze modele potrafią stracić stabilność po kilkudziesięciu.

Osobna sprawa to urządzenia reklamowane jako niewymagające kalibracji. Bywa, że pod tym hasłem kryje się czujnik, którego po prostu nie da się skorygować, więc po wyczerpaniu zasobu urządzenie nadaje się do wyrzucenia. Brak konieczności kalibracji nie jest wtedy zaletą, tylko opisem ograniczenia konstrukcyjnego.

Czy samodzielnie skalibrowany alkomat cokolwiek znaczy wobec prawa?

Nie, i to niezależnie od tego, jak starannie zostałby ustawiony. Wynik z prywatnego alkomatu nie ma wartości dowodowej. Ma wartość informacyjną dla ciebie i tyle.

Polskie prawo rozróżnia dwa progi. Stan po użyciu alkoholu to zakres od 0,2 do 0,5 promila we krwi, czyli od 0,1 do 0,25 mg alkoholu w litrze wydychanego powietrza. Powyżej 0,5 promila, czyli 0,25 mg/l, mówimy o stanie nietrzeźwości. Przelicznik jest prosty: wynik w mg/l pomnożony przez 2,1 daje przybliżoną wartość w promilach.

Badanie prowadzone przez policję wykonuje się urządzeniami dowodowymi, dla których użytkownicy regularnie wykonują wzorcowanie, a świadectwa wzorcowania są respektowane przez sądy jako wystarczające. Fundament orzeczniczy jest tu stary i mocny: uchwała pełnego składu Izby Karnej Sądu Najwyższego z 15 lutego 1989 roku uznała analizę wydychanego powietrza za pośrednią analizę krwi przepływającej przez płuca i zrównała jej wartość dowodową z chemiczną analizą krwi.

Dla porównania skali dokładności: zdolność pomiarowa laboratorium GUM w zakresie stężenia masowego etanolu obejmuje przedział od 0,050 do 3,000 mg/l przy niepewności rozszerzonej od 0,001 do 0,030 mg/l. Prywatny tester kupiony w markecie i ustawiony na kuchennym stole nie zbliży się do tych wartości i nie ma powodu udawać, że jest inaczej.

Jest też aspekt, o którym łatwo zapomnieć w rozmowie o metrologii. Alkomat, który zaniża wskazania, jest groźniejszy niż brak alkomatu, bo daje fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Osoba bez urządzenia po prostu poczeka. Osoba z rozkalibrowanym urządzeniem wsiądzie za kierownicę, mając „dowód”, że jest trzeźwa. To najgorszy możliwy skutek nieudanej samodzielnej korekty.

Dla kogo samodzielna kalibracja faktycznie ma sens?

Dla nikogo, kto ma jedno urządzenie. Rachunek zaczyna się zmieniać dopiero przy skali, i warto nazwać po imieniu, gdzie leży granica.

Sens pojawia się w firmach, które kontrolują trzeźwość pracowników na wielu stanowiskach, w flotach transportowych, w zakładach z rozproszonymi lokalizacjami. Kilkadziesiąt urządzeń kalibrowanych dwa razy w roku to koszt usług, przy którym własne stanowisko przestaje być fanaberią. Nawet wtedy dochodzą jednak warunki, o których łatwo zapomnieć przy liczeniu samego sprzętu: przeszkolony technik, procedura, powtarzalne warunki otoczenia i świadomość, że własna adiustacja bez zewnętrznego wzorcowania nie daje żadnego dokumentu, na którym można się oprzeć w razie sporu z pracownikiem.

Nie ma natomiast sensu dla kierowcy, który sprawdza się kilkanaście razy w roku. Nie ma sensu dla osoby, która kupiła urządzenie za sto kilkadziesiąt złotych, bo koszt jednego wzorca etanolowego bywa porównywalny z ceną alkomatu. Nie ma też sensu dla kogoś, kto chce w ten sposób „poprawić” niewygodne wskazania, bo to nie zmienia ani stanu organizmu, ani wyniku badania policyjnego.

Rozsądna strategia dla użytkownika prywatnego wygląda inaczej i sprowadza się do trzech decyzji. Kupując urządzenie, sprawdź typ sensora i to, czy producent w ogóle przewiduje kalibrację i wymianę czujnika. Sprawdź, czy w cenie jest okres bezpłatnych kalibracji. A potem raz w roku wyślij alkomat do serwisu, najlepiej takiego, który wystawia dokument z liczbami, a nie samą naklejkę z datą.

Podsumowanie

Zbierając to w całość: pytanie o samodzielną kalibrację alkomatu rozpada się na dwa różne pytania, a odpowiedź zależy od tego, które z nich naprawdę zadajesz. Jeżeli chodzi o przestawienie wskazań, jest to możliwe pod warunkiem posiadania symulatora wydechu, ważnych wzorców etanolowych i dostępu do trybu serwisowego. Jeżeli chodzi o uzyskanie pewności, że urządzenie mierzy poprawnie, samodzielnie tego nie osiągniesz, bo brakuje ci wzorca odniesienia i możliwości sprawdzenia wyniku w kilku punktach zakresu.

Fizyka jest tu bezlitosna i to ona przesądza sprawę. Około 6,5 procent błędu na każdy stopień odchylenia temperatury oznacza, że improwizowany wzorzec z domowej kuchni nie ma szans trafić w wartość, której szukasz. Trzymiesięczna ważność roztworów wzorcowych i wymagana wilgotność próbki dokładają kolejne warunki, których nie da się spełnić przypadkiem.

To, co realnie możesz zrobić w domu, jest jednak wartościowe: test zera, test powtarzalności, test krzywej spadku, odczyt licznika i komunikatów, kontrola warunków przechowywania. Ta diagnostyka nie naprawia niczego, ale odpowiada na pytanie, czy alkomat wymaga serwisu, i chroni przed najgorszym scenariuszem, czyli zaufaniem urządzeniu, które zaniża wynik. Przy koszcie usługi rzędu kilkudziesięciu do dwustu złotych raz w roku, próba obejścia tego wydatku własnymi siłami kosztuje więcej niż sam serwis, tylko rozłożona jest na ryzyko zamiast na fakturę.

Ostatnia uwaga, bez owijania. Nawet dobrze skalibrowany prywatny alkomat pokazuje stan sprzed kilku minut, a nie za pół godziny, i nie zastępuje najprostszej zasady, że po alkoholu się nie prowadzi. Traktuj go jako narzędzie ostrożności, nie jako przepustkę.

Najczęściej zadawane pytania

Poniżej krótkie, konkretne odpowiedzi na pytania, które przy temacie kalibracji alkomatu pojawiają się najczęściej. Każda z nich zajmuje kilka zdań i dotyczy praktycznej strony użytkowania urządzenia.

Czy alkomat kalibruje się sam po włączeniu?

Nie. Po starcie urządzenie wykonuje zerowanie, czyli odnosi sensor do czystego powietrza. To ustawia wyłącznie punkt zerowy i nie mówi nic o tym, czy przyrząd poprawnie mierzy przy 0,25 czy 0,50 mg/l. Dryf czułości sensora zerowanie pomija w całości.

Ile trwa kalibracja alkomatu w serwisie?

Sama procedura to zwykle kilkanaście do kilkudziesięciu minut, ale realny czas oczekiwania to najczęściej od 3 do 7 dni roboczych, głównie przez wysyłkę w obie strony. Wiele serwisów przyjmuje urządzenia pocztą i odsyła je po wykonaniu usługi, co dla osoby spoza dużego miasta bywa jedyną opcją.

Czy trzeba kalibrować alkomat, którego się nie używa?

Tak. Sensor traci właściwości również wtedy, gdy urządzenie leży w szufladzie, dlatego producenci podają limit czasowy obok limitu liczby pomiarów. Przekraczanie rocznego odstępu nie ma sensu nawet przy kilku pomiarach rocznie.

Czy kalibracja naprawi uszkodzony sensor?

Nie. Kalibracja koryguje wskazania sprawnego czujnika, a nie przywraca zużytemu jego właściwości. Jeżeli sensor przekroczył swoją żywotność albo został zalany oparami o wysokim stężeniu, jedynym rozwiązaniem jest wymiana czujnika lub całego urządzenia, o czym serwis zwykle informuje po pierwszym sprawdzeniu.

Czy jednorazowe testy i rurkowe probierze trzeźwości wymagają kalibracji?

Nie, bo nie ma w nich czego kalibrować. To jednocześnie ich największe ograniczenie: pokazują raczej obecność alkoholu niż jego stężenie, a badania GUM z 2014 roku na próbce pięciu probierzy nie przyniosły ani jednego wyniku pozytywnego wobec przyjętych kryteriów. Do decyzji o prowadzeniu pojazdu to za mało.

Czy po kalibracji mój alkomat pokaże dokładnie to samo co urządzenie policyjne?

Nie, i nie taki jest cel. Urządzenia dowodowe pracują w innej klasie dokładności i mają świadectwa wzorcowania z wyznaczoną niepewnością. Dobrze skalibrowany alkomat osobisty powinien mieścić się w tolerancji podanej przez producenta, co wystarcza do podjęcia ostrożnej decyzji, ale nie do polemiki z wynikiem badania.

Po czym poznać, że serwis wykonał kalibrację rzetelnie?

Po dokumencie. Certyfikat powinien zawierać dane urządzenia, datę, zalecany termin kolejnej kalibracji, a w wersji pełniejszej wyniki sprawdzenia w konkretnych punktach pomiarowych. Sama naklejka z datą nie mówi nic o tym, jakie błędy stwierdzono przed korektą i po niej.

Paweł Zacharczuk

Paweł Zacharczuk

Redaktor naczelny Expertrankingowy.pl

Redaktor i ekspert od sprzętów AGD/RTV z 6 letnim doświadczeniem zdobytym w największych sklepach AGD/RTV. Każdego dnia tworze, aktualizuje rankingi sprzętów ze swoim zespołem, które mają pomagać ludziom w wyborze najlepszych sprzętów do ich mieszkań, domów. Jeśli masz jakieś pytania związane z rankingiem lub innymi sprawami to możesz do mnie napisać:

kontakt

W tym tekście znajdują się linki afiliacyjne, które prowadzą do zewnętrznych stron. Za zakup z naszych linków lub kliknięcie w nasze linki i przejście do sklepów otrzymujemy wynagrodzenie prowizyjne, które pozwala nam rozwijać nasz serwis.

 

5/5 - (2 votes)
Opinie o rankingach